Płakałam strasznie, w końcu ta wiadomość nie była wspaniała. Nie rozumiem czemu byłam tak naiwna i głupia, że weszłam do tego samochodu. Ale wracając, do sali wszedł nie kto inny niż Justin. Tylko niego mi tutaj brakowało. Już mam dość tego wszystkiego, a to że on tu przyszedł wcale mi nie pomaga. Spojrzał na mnie smutny czyli zakładam, że wie co się stało, że poroniłam.
- Cześć - powiedział siadając koło mnie, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej. Teraz najlepiej dla mnie było by gdyby on stąd wyszedł. - Spokojnie - pogłaskał mnie delikatnie po ręce i lekko ją pocałował. Szybko wyrwałam ją z jego ucisku.
- Zostaw mnie - powiedziałam szeptem i skryłam twarz pod swoimi włosami.
- Będzie dobrze - podniosłam głowę do góry
- Będzie dobrze? Będzie dobrze?!!!! Człowieku ty rozumiesz że zabiłam własne dziecko!
- Nie zabiłaś go. To nie twoja wina że jakiś idiota nie umie zapanować nad kierownicą. Najważniejsze że tobie się nic nie stało.
- Wolałabym życie oddać za własne dziecko. I to jest tylko i wyłącznie moja wina bo wsiadłam do tego samochodu.
- Nie obwiniaj siebie, to ja powinienem cię zatrzymać. - zapadła cisza. Co on sobie myśli przyjdzie do szpitala udaje że mu na mnie zależy i wszystko będzie ok ? Nie. Właśnie że nie. - Ciesz się że żyjesz mogło być gorzej.
- Widzę że się w ogóle nie przejąłeś, że właśnie straciłam dziecko i na dodatek TWOJE dziecko.
- Co ?? Myślisz że w ogóle się tym nie przejąłem. Mnie też to boli. - ta jasne - Przepraszam cię. Przepraszam cię za to, że przeze mnie tyle cierpisz. Zrozum mnie że tamtej nocy byłem naćpany i nie wiedziałem co robię. Nie umiałem nad tym zapanować.
- Mam dość słuchania jak kłamiesz wyjdź stąd - odwróciłam głowę w drugą stronę
- Ale..
- Wyjdź stąd! - przerwałam mu. Bieber nie miał siły się ze mną sprzeczać więc spełnił moje życzenie i wyszedł z sali w której leżałam. On tego nie rozumie co to jest stracić własne dziecko i na dodatek w Boże Narodzenie. Z zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza.
- Tak? - spojrzałam pytająco
- Pewnie chce pani spędzić święta ze swoją rodziną, więc może pani już się wypisać ze szpitala. Pani stan jest w normie jest pani tylko potłuczona. Pielęgniarki będą panią codziennie odwiedzać.
- Dobrze dziękuję - pielęgniarki odczepiły od mojego ciała te różne kabelki.i wyszły. Wstałam z łóżka i również opuściłam pomieszczenie.Przy drzwiach stał Justin, gdy widział że idę w stronę wyjścia podbiegł i dorównał mi kroku.
- Czekaj!
- Czego chcesz? - zatrzymałam się przy wyjściu
- Twoi rodzice kazali mi cię wziąć bo nie dali rady przyjechać.
- Już ci uwierzę ..
- Jak nie wierzysz to masz - podał mi swój telefon - zadzwoń do nich
- Dobra wierzę
- Nie gniewaj się - popatrzyłam na niego pytająco - zacznijmy od początku proszę cię dziś Boże Narodzenie Meg proszę
- Nie wiem. Jedź muszę być wcześnie w domu. - jak powiedziałam tak zrobił. Po 20 minutach byłam już przy drzwiach swojego domu. Justin czekał w aucie i patrzył czy wchodzę do domu. Niestety dom był zamknięty od środka, więc zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mój tata.
- Cześ tato - uściskałam go mocno.
- Hej córciu. To Justin jest w tym aucie?
- Tak, a co?
- Może zechciałby zostać u nas chociażby przez chwilkę.
- Tatoo, nie proszę cię
- Zawołaj go tutaj - powiedział na co ja z niechęcią ruszyłam się z miejsca i podeszłam do auta i zapukałam w szybę ze strony kierowcy, która po chwili odsunęła się.
- Tak? - popatrzył się na mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. Jejuu czemu on musi być taki idealny. Chwila co? Idealny? Przecież to jest osoba której tak bardzo nienawidzę i powinnam sobie coś zrobić za to że tak pomyślałam. Ale wracając...
- Mój tata woła cię abyś został chociażby na chwilkę jeżeli nie masz nic przeciwko - powiedziałam od niechcenia.
- Nie no spoko - Justin wyszedł z pojazdu i szedł z mną do mojego domu. Weszliśmy do środka, a tata już od samego progu przywitał Justina.
- Witaj synu, bardzo ci dziękuję za to że tak zadbałeś o moją córkę. Wiele dla naszej rodziny robisz i za to jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy drobiazg
- Ja ide do siebie - przerwałam tą jakże interesującą rozmowę. Weszłam do pokoju rzuciłam torbę na fotel i położyłam się skulona na łóżku, a po moim policzku spływały pojedyncze łzy. Nie wierze że straciłam własne dziecko, którego nawet jeszcze nie znałam i nie mogłam zobaczyć. Wszystko przez to że wsiadłam do samochodu. Z zamyśleń wyrwał mnie głos pukania do drzwi. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a drzwi się otworzyły. Usiadłam i skuliłam nogi. Osoba która tu weszła to Bieber, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zobaczył że płaczę i od razu podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Tego mi właśnie było trzeba przytulenie się do kogoś i wypłakać się. Justin gładził ręką moje włosy i plecy.
- Spokojnie wiem co czujesz - pocałował mnie w czoło i przytulił jeszcze mocniej.
- Dziękuję, ale jednego nie rozumiem
- Czego nie rozumiesz? - podniosłam się i otarłam oczy.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
_________________________________________________________________________________
Hej tak wiem rozdział beznadziejny. Przepraszam że nie dotrzymałam obietnicy tylko wiecie szkoła trzeba podciągnąć stopnie i nawet nie mam czasu żeby pisać. No ale postaram się dodawać rozdziały trochę częściej.
BARDZO WAS PRZEPRASZAM
piątek, 17 stycznia 2014
piątek, 13 grudnia 2013
Rozdział 16
- Czyli co? To znaczy że mnie kochasz? - powiedział siadając koło mnie na łóżku. Ta chwila była taka niezręczna. Sama nie wiem co o tym myśleć. Zgwałcił mnie i mnie zranił, ale i tak nie potrafie o nim zapomnieć.
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 15
* NASTĘPNEGO DNIA*
* U M E G A N *
Obudziłam się o godzinie 10:20. W nocy nie mogłam zasnąć myślałam o Alex'ie i naszej wczorajszej rozmowie. Nadal się zastanawiam kim dla mnie jest Justin. Sama nie wiem co czuję. Oczywiście, że nadal jest coś między mną a nim, ale nie jest łatwo wybaczyć coś takiego. Jeszcze nie dotarło do mnie to co się stało przecież to było zaledwie kilka dni temu. Straciłam do niego zaufanie. Czuję się jak w jakiejś klatce. Wszystko w moim życiu się sypie i to wszystko wina jednego człowieka. Zawładnął mną a później zostawił. Z rozmyśleń wyrwała mnie mama.
- Megan skarbie musisz mi pomóc przy potrawach. Dziś są święta.
- Dobrze. A co z Alex'em?
- Lekarz pozwolił mu przebywać w domu, ale musi uważać na siebie i dużo odpoczywać. Aha właśnie, pasuje żebyś po niego za 2 godziny pojechała do szpitala, bo ja nie dam rady zresztą sama widzisz ile przede mną pracy, a twój ojciec ma jakieś spotkanie biznesowe.
- W święta?
- Niestety tak.
- No dobrze. - poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w ten zestaw [LINK]. Zeszłam na dół, poszłam do kuchni i zajęłam się przygotowywaniem potraw. Popatrzyłam na godzinę i postanowiłam pojechać po Alex'a. Wzięłam kluczyki i wyszłam z domu. Otworzyłam garaż, gdy nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Odwróciłam się. Justin.
- Czego chcesz? - powiedziałam wkurzona.
- Przyszedłem zapytać jak się trzymasz.
- Jest okay. - spławiłam go - Masz odpowiedź, a teraz możesz sobie już iść. - Justin odszedł a ja wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i odjechałam. Po kilkunastu minutach drogi byłam na miejscu. Weszłam do środka i poszłam do sali Alex'a.
- Hej Alex - uśmiechnęłam się do brata i go przytuliłam.
- Meg! - uśmiechnął się i odwzajemnił mój gest. Wyszliśmy ze szpitala. - Czy to przypadkiem nie Justin idzie w naszą stronę?
- Że co? - popatrzyłam się w stronę którą wskazywał chłopiec ręką. - O nie szybko chodź do auta może nas nie zauważy. - Nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
- No hej - zaśmiał się Justin.
- Śledzisz mnie?!
- Że co oczywiście że nie.
- To co tu robisz?
- Poszedłem na spacer.
- Yhm... Więc jak pozwolisz mogę wsiąść do auta - zignorowałam go.
- Czekaj!
- Co? - odwróciłam się do niego przodem. Jego czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie od dołu do góry. Czułam się nieswojo i zarumieniłam się.
- Dziś są święta, a wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama. Proponuję, żebyśmy wszyscy wpadli do niej.
- Ok - wsiadłam do samochodu gwałtownie zamykając drzwi i odjechałam z piskiem opon.
- Megan? - odezwał się Alex
- Ymm?
- Justin cię kocha
- Haha skąd taki pomysł?
- Widzę jak na ciebie patrzy. Może wydawać się to głupie ale taka jest prawda. - nie odezwałam się ani słowem całą drogę do domu rozmyślałam o tym co mi właśnie powiedział brat. Wróciliśmy do domu, rodzice przywitali Alex'a , ja poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w sukienkę do kolan z białej koronki i brązowy pasek wokół talii. Do zestawu ubrałam brązowe obcasy na platformie i naszyjnik w kształcie serca. Zakręciłam loki i pomalowałam się. W pełni gotowa zeszłam na dół. Wszyscy czekali tylko na mnie. Jak zawsze we Wigilię czytaliśmy Pismo Święte i zasiedliśmy do stołu, połamaliśmy się opłatkiem i przyszedł czas na prezenty. Wymieniliśmy się prezentami. Zawsze było tak że rodzice kupowali mi prezenty, które nie za bardzo mi się podobały, lecz dziś na prawdę się postarali. Mama kupiła mi bilet na koncert The Wonted, a tata kupił mnóstwo misiów dla dziecka. Za to Alex kupił mi przepiękny naszyjnik z kolczykami.
- Mamo?
- Tak córeczko?
- Bo zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
- O czym?
- Bo wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama w święta, postanowiliśmy ją odwiedzić żeby nie była sama.
- Oczywiście tata cię podwiezie.
- Dobrze. - pojechaliśmy i byłam na miejscu po 5 min. Zadzwoniłam do drzwi.
- Hej - otworzył je i mnie wpuścił
- Cześć - powiedziałam oschle i ruszyłam w głąb domu. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam koło Miley.
- Dziękuję wam że przyszliście tutaj dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa że was mam.
- Nie masz za co dziękować - odezwał się Justin. Wszyscy pogadaliśmy i postanowiliśmy obejrzeć film tym razem komedie. Śmialiśmy się do woli. Była już godzina 2:41. Wszyscy byliśmy wyczerpani, więc poszliśmy spać.
- To tak mamy dwa łóżka podwójne i jedno jednoosobowe które zajmuje ja, więc zróbmy tak że Zayn będzie spał z Nicole, a Magan z Justin'em.
- kurwa. - powtarzałam w myśli. Trudno. Weszłam do pokoju przebrana w piżamę i położyłam się. Nagle do pokoju wszedł nie kto inny niż pan Justin. Popatrzył tylko na mnie przygryzając dolną wargę, a ja nie zwracając na niego uwagi odwróciłam się i udawałam że śpię.
- Przestaniesz wreszcie - krzyknął
- Ale co ja ci człowieku robię?
- Przecież widzę że zachowujesz się tak jakby mnie nie było.
- I BYŁOBY FAJNIE GDYBY SERIO CIĘ TU NIE BYŁO!
- Wiem że to co zrobiłem zraniło cię, ale musisz zrozumieć, że tak łatwo nie odpuszczę. Nigdy się nie poddam. Wiem że jeszcze coś czujesz do mnie i nie zaprzeczaj. Żałuję tego co zrobiłem i przepraszam za wszystko.
- A wiesz czego ja żałuję? Że się w tobie zakochałam!!!
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam czasu pisać tyle się u mnie dzieje że masakra. Prosze o komentarze i więcej wyświetleń bo ostatnio jest coraz słabiej. Liczę na was ;).
Dziękuję za wszystkie komentarze całkiem szczerze.
Kocham was bardzo, bardzo mocno <3.
* U M E G A N *
Obudziłam się o godzinie 10:20. W nocy nie mogłam zasnąć myślałam o Alex'ie i naszej wczorajszej rozmowie. Nadal się zastanawiam kim dla mnie jest Justin. Sama nie wiem co czuję. Oczywiście, że nadal jest coś między mną a nim, ale nie jest łatwo wybaczyć coś takiego. Jeszcze nie dotarło do mnie to co się stało przecież to było zaledwie kilka dni temu. Straciłam do niego zaufanie. Czuję się jak w jakiejś klatce. Wszystko w moim życiu się sypie i to wszystko wina jednego człowieka. Zawładnął mną a później zostawił. Z rozmyśleń wyrwała mnie mama.
- Megan skarbie musisz mi pomóc przy potrawach. Dziś są święta.
- Dobrze. A co z Alex'em?
- Lekarz pozwolił mu przebywać w domu, ale musi uważać na siebie i dużo odpoczywać. Aha właśnie, pasuje żebyś po niego za 2 godziny pojechała do szpitala, bo ja nie dam rady zresztą sama widzisz ile przede mną pracy, a twój ojciec ma jakieś spotkanie biznesowe.
- W święta?
- Niestety tak.
- No dobrze. - poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w ten zestaw [LINK]. Zeszłam na dół, poszłam do kuchni i zajęłam się przygotowywaniem potraw. Popatrzyłam na godzinę i postanowiłam pojechać po Alex'a. Wzięłam kluczyki i wyszłam z domu. Otworzyłam garaż, gdy nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Odwróciłam się. Justin.
- Czego chcesz? - powiedziałam wkurzona.
- Przyszedłem zapytać jak się trzymasz.
- Jest okay. - spławiłam go - Masz odpowiedź, a teraz możesz sobie już iść. - Justin odszedł a ja wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i odjechałam. Po kilkunastu minutach drogi byłam na miejscu. Weszłam do środka i poszłam do sali Alex'a.
- Hej Alex - uśmiechnęłam się do brata i go przytuliłam.
- Meg! - uśmiechnął się i odwzajemnił mój gest. Wyszliśmy ze szpitala. - Czy to przypadkiem nie Justin idzie w naszą stronę?
- Że co? - popatrzyłam się w stronę którą wskazywał chłopiec ręką. - O nie szybko chodź do auta może nas nie zauważy. - Nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
- No hej - zaśmiał się Justin.
- Śledzisz mnie?!
- Że co oczywiście że nie.
- To co tu robisz?
- Poszedłem na spacer.
- Yhm... Więc jak pozwolisz mogę wsiąść do auta - zignorowałam go.
- Czekaj!
- Co? - odwróciłam się do niego przodem. Jego czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie od dołu do góry. Czułam się nieswojo i zarumieniłam się.
- Dziś są święta, a wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama. Proponuję, żebyśmy wszyscy wpadli do niej.
- Ok - wsiadłam do samochodu gwałtownie zamykając drzwi i odjechałam z piskiem opon.
- Megan? - odezwał się Alex
- Ymm?
- Justin cię kocha
- Haha skąd taki pomysł?
- Widzę jak na ciebie patrzy. Może wydawać się to głupie ale taka jest prawda. - nie odezwałam się ani słowem całą drogę do domu rozmyślałam o tym co mi właśnie powiedział brat. Wróciliśmy do domu, rodzice przywitali Alex'a , ja poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w sukienkę do kolan z białej koronki i brązowy pasek wokół talii. Do zestawu ubrałam brązowe obcasy na platformie i naszyjnik w kształcie serca. Zakręciłam loki i pomalowałam się. W pełni gotowa zeszłam na dół. Wszyscy czekali tylko na mnie. Jak zawsze we Wigilię czytaliśmy Pismo Święte i zasiedliśmy do stołu, połamaliśmy się opłatkiem i przyszedł czas na prezenty. Wymieniliśmy się prezentami. Zawsze było tak że rodzice kupowali mi prezenty, które nie za bardzo mi się podobały, lecz dziś na prawdę się postarali. Mama kupiła mi bilet na koncert The Wonted, a tata kupił mnóstwo misiów dla dziecka. Za to Alex kupił mi przepiękny naszyjnik z kolczykami.
- Mamo?
- Tak córeczko?
- Bo zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
- O czym?
- Bo wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama w święta, postanowiliśmy ją odwiedzić żeby nie była sama.
- Oczywiście tata cię podwiezie.
- Dobrze. - pojechaliśmy i byłam na miejscu po 5 min. Zadzwoniłam do drzwi.
- Hej - otworzył je i mnie wpuścił
- Cześć - powiedziałam oschle i ruszyłam w głąb domu. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam koło Miley.
- Dziękuję wam że przyszliście tutaj dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa że was mam.
- Nie masz za co dziękować - odezwał się Justin. Wszyscy pogadaliśmy i postanowiliśmy obejrzeć film tym razem komedie. Śmialiśmy się do woli. Była już godzina 2:41. Wszyscy byliśmy wyczerpani, więc poszliśmy spać.
- To tak mamy dwa łóżka podwójne i jedno jednoosobowe które zajmuje ja, więc zróbmy tak że Zayn będzie spał z Nicole, a Magan z Justin'em.
- kurwa. - powtarzałam w myśli. Trudno. Weszłam do pokoju przebrana w piżamę i położyłam się. Nagle do pokoju wszedł nie kto inny niż pan Justin. Popatrzył tylko na mnie przygryzając dolną wargę, a ja nie zwracając na niego uwagi odwróciłam się i udawałam że śpię.
- Przestaniesz wreszcie - krzyknął
- Ale co ja ci człowieku robię?
- Przecież widzę że zachowujesz się tak jakby mnie nie było.
- I BYŁOBY FAJNIE GDYBY SERIO CIĘ TU NIE BYŁO!
- Wiem że to co zrobiłem zraniło cię, ale musisz zrozumieć, że tak łatwo nie odpuszczę. Nigdy się nie poddam. Wiem że jeszcze coś czujesz do mnie i nie zaprzeczaj. Żałuję tego co zrobiłem i przepraszam za wszystko.
- A wiesz czego ja żałuję? Że się w tobie zakochałam!!!
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam czasu pisać tyle się u mnie dzieje że masakra. Prosze o komentarze i więcej wyświetleń bo ostatnio jest coraz słabiej. Liczę na was ;).
Dziękuję za wszystkie komentarze całkiem szczerze.
Kocham was bardzo, bardzo mocno <3.
Subskrybuj:
Posty (Atom)