WAŻNE PRZECZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM !!!
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
- Że ?
- Że bardzo cię kocham - zamurowało mnie. Sądziłam że ktoś taki jak on nie ma uczuć aż do teraz.Spojrzałam prosto w jego duże oczy, a on lekko się do mnie uśmiechnął. Nie wiem co ma zrobić mam totalny mętlik w głowie. Poczułam na swojej tali chłodne ręce należące do chłopaka. Przyciągnął mnie lekko do siebie a ja wtuliłam się w jego tors. Poczułam zapach drogich i bardzo ładnych męskich perfum. Mogłabym je wąchać w nieskończoność. Po chwili zamyślenia oderwałam się od chłopaka i dałam mu całusa w policzek.
- Dziękuję, że to dla mnie robisz, że się przyznałeś, ale ja nie byłam do końca z tobą szczera. - Justin zmarszczył brwi.
- To znaczy? - powiedział tym cholernie seksownym zachrypniętym głosem.
- No więc moje ... ymm uczucia wobec ciebie.. ymm.. aaamm - kiedy miałam już to powiedzieć ktoś wszedł do mojego pokoju.
- Magan mama każe wam zejść na dół na kolacje - ten ktoś kto przerwał mi wyznanie miłości do Justina to nie kto inny niż mój brat Alex.
- Nikt nie nauczył się pukać - chłopak w drzwiach zrobił głupią minę i trzepotał rzęsami, zaśmiałam się i rzuciłam poduszką w jego strone, ale ona nie zdążyła go uderzyć, ponieważ zamknął z pośpiechem drzwi.
- Hehe, więc co mi chciałaś powiedzieć?
- Może później dobrze? - ruszyłam w strone drzwi, ale Justin pociągnął mnie za nadgarstek do siebie i wylądowałam na jego kolanach.Spojrzałam prosto w jego oczy a on moje. Odległość między nami była niewielka. Spojrzałam na jego pulchne i okrągłe usta. Przygryzłam lekko wargę, miałam taką cholerną ochotę ich spróbować. Jednak z zamyśleń wyrwał mnie głos Biebera.
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej - zaczerwieniłam się i spuściłam głowę w dół. Nagle Justin podniósł mój podbródek i zbliżył się do mnie. Już byłam tak blisko by spróbować smaku jego ust, gdy znów niespodziewanie ktoś wszedł do pokoju. Tym razem nie był to Alex tylko moja mama. DZIĘKI MAMOO. Kobieta patrzyła wryta na nas. Pomachałam jej ręką przed oczami dzięki czemu ocknęła się.
- Idziecie na tą kolację? - zagadnęła
- Tak już idziemy - zaśmiałam się pod nosem a mama wyszła z pokoju. Dałam Justinowi buziaka w policzek i wstałam z jego kolan. Podałam mu rękę i poszliśmy na dół.
- No myślałem, że już nigdy nie zejdziecie. - powiedział mój tata jedząc naleśniki. Zaśmiałam się i poczułam, że Justin puszcza moją rękę.
- Gdzie idziesz? - zapytałam
- Muszę już wracać do domu bo jest późno.
- Zostań chociaż na kolację - prosiłam ale obawiałam się że na marne.
- Nie naprawdę muszę już lecieć
- No dobrze, ale odprowadzę cię - chłopak uśmiechnął się ale pokręcił przecząco głową - No a chociaż do drzwi?
- No ok. Dobranoc - zgodził się i zwrócił się do moim rodziców
- Dobranoc i jeszcze raz dziękujemy - odezwał się mój ojciec. Wyszłam z Justinem na zewnątrz i lekko się uśmiechnęłam.
- Dobranoc mała - oparł mnie o ścianę i musnął moje usta. Całował tak świetnie nagle poczułam Biebera język proszący o wejście z łatwością mu je dałam. Nasze języki walczyły o dominację. Gdy nagle Justin się ode mnie oderwał. Spojrzałam na niego pytająco.
- Przepraszam to nie powinno się wydarzyć
- Ale dlaczego przepraszasz?
- Nie rozumiem
- To co ci chciałam powiedzieć w pokoju to to że nadal cię kocham - ostatnie słowa wypowiedziałam prawie że szeptem. Chłopak zbliżył się do mnie i pocałował mnie jeszcze bardziej namiętnie niż poprzednim razem. - Kocham cię - powiedziałam w trakcie naszego pocałunku
- Ja ciebie też - poczułam, że uśmiechnął się przez pocałunek. W końcu oboje oderwaliśmy się od siebie. - To ja już muszę iść papa śliczna - przytulił mnie. Nie chciałam żeby szedł. Mogłabym przytulać się do niego całymi dniami, ale niestety
- Papa do jutra. - już nic nie powiedział tylko wszedł do swojego białego ferrari i odjechał z piskiem opon. Weszłam do środka domu i oparłam się o drzwi. Lekko przygryzłam wargę i rozmyślałam na temat jego pysznych ust. Lecz jednak z zamyśleń wyrwał mnie mój brat.
- Megan się zakochała!!!!! - zaśmiał się i uciekł, a ja bez chwili namyśleń poleciałam za nim.
- Zamknij się !- biegałam za nim po salonie, a rodzice patrzyli na nas jak na dzieci w wieku 5 lat. Wreszcie dorwałam mojego brata i rzuciłam go na sofę. Usiadłam na nim i zaczęłam go łaskotać.
- Me....Meg... hahahaahh... proszz...proszeeee ciee hahahhaahah
- Przeproś- nie przestałam go łaskotać
- Nigdy - gdy to powiedział łaskotałam go jeszcze bardziej - No okok hahaha prze.. haha przepraszam. - puściłam go i zaśmiałam się. Poszłam do kuchni i wzięłam talerz z 2 naleśnikami i udałam się do swojego pokoju. Położyłam talerz na łóżku i wzięłam laptopa i usiadłam. Postanowiłam oglądnąć jakiś film. Wybrałam "Lol" i jadłam naleśniki po 2 godzinach film się skończył. Poszłam na dół do kuchni i odłożyłam talerz do zlewu. Zobaczyłam na zegarek w salonie. Była już godzina 23:17. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam piżamę po czym ruszyłam do łazienki. Rozebrałam swoje ubrania i bieliznę po czym weszłam pod prysznic. Ciepła woda otulała moje ciało. Wzięłam mój truskawkowy żel pod prysznic i wtarłam go dokładnie w moje ciało. Po krótkim prysznicu wyszłam z kabiny prysznicowej i ubrałam na siebie piżamę. Rozczesałam swoje długie włosy i spięłam je w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku. Nie czekając zasnęłam.
Obudził mnie mój budzik. Kto to do cholery wymyślił? Wyjęłam ubrania z szafy i ubrałam je na siebie. Poszłam do łazienki rozpuściłam i rozczesałam włosy. Zeszłam na dół, zjadłam tosty, wypiłam sok pomarańczowy i poszłam na piechotę do szkoły. Kiedy weszłam do budynku znienawidzonego nie tylko przeze mnie udałam się do mojej szafki. Wpisałam szyfr, a ona sama się otworzyła. Zobaczyłam na plan lekcji pierwszą miałam Biologie. No nie pomocy nienawidzę tej lekcji! Nagle na mojej talii znalazły się czyjeś zimne ręce. Odwróciłam się i zobaczyłam promienną twarz Justina.
- Cześć kochanie - musnął mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy jesteśmy razem? - kiedy to powiedziałam Justin zmarszczył brwi.
- No myślałem że po wczorajszym too.. - nie wiedział co powiedzieć ja tylko się zaśmiałam i pocałowałam go namiętnie w usta.
- Przecież żartuję - zaśmiałam się. Udałam się na lekcję. Ta godzina była taka nudna że jeszcze 5 minut a bym zasnęła. Reszta lekcji minęła w miarę ok. Przed ostatnią lekcją była fizyka. Udała się do swojej szafki po podręcznik, gdy usłyszałam czyiś głos.
- Ej ty słyszałam że ostatnio coraz częściej włazisz chłopcom do łóżek - mogłam się założyć że to był głos Seleny. Odwróciłam się w jej strone i zobaczyłam jak śmieje się pod nosem. - Słuchaj szmato jeżeli myślisz że Justin cię kocha to się grubo myliłaś. Wczoraj był u ciebie prawda? I całowaliście się? Justin to robi bo się założył o to z kumplami. Seks z nim to też była ustawka złotko. Jak mogłaś pomyśleć że ktoś tak seksowny jak on mógł się w tobie zakochać? Idiotka - splunęła na mnie i odeszła wraz ze swoją "świtą". Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Co jeżeli to prawda co ona powiedziała. To był tylko zakład? On wykorzystał mnie do własnych celów. Jak ja mogłam mu ufać po czymś takim. Z płaczem wybiegłam z budynku i ruszyłam prosto przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie teraz iść więc biegłam wprost. Dobiegłam do jakiegoś lasu. Słyszałam szum fal. Biegłam za głosem aż dotarłam do przepaści. Zerknęłam w dół i zobaczyłam ocean obijający się o skały. A więc tak ma się skończyć moje życie? Przybliżyłam się tak że połowa moich stóp była już w powietrzu. Lekko przechyliłam się do przodu. Skoczyć?
_________________________________________________________________________________
Cześć wam wszystkim :) Słuchajcie nie wiem co mam zrobić z tym blogiem przez szkołę praktycznie nie mam czasu pisania rozdziałów. Czasami nawet piszę rozdziały z przymusu, więc teraz wszystko w waszych rękach wybierajcie : wolicie żebym pisała dłuższe rozdziały, ale rzadziej czy żebym pisała krótsze rodziały ale częściej?
I jak wam się podoba rozdział?
CZYTASZ = SKOMENTUJ
wtorek, 4 lutego 2014
piątek, 17 stycznia 2014
Rozdział 17
Płakałam strasznie, w końcu ta wiadomość nie była wspaniała. Nie rozumiem czemu byłam tak naiwna i głupia, że weszłam do tego samochodu. Ale wracając, do sali wszedł nie kto inny niż Justin. Tylko niego mi tutaj brakowało. Już mam dość tego wszystkiego, a to że on tu przyszedł wcale mi nie pomaga. Spojrzał na mnie smutny czyli zakładam, że wie co się stało, że poroniłam.
- Cześć - powiedział siadając koło mnie, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej. Teraz najlepiej dla mnie było by gdyby on stąd wyszedł. - Spokojnie - pogłaskał mnie delikatnie po ręce i lekko ją pocałował. Szybko wyrwałam ją z jego ucisku.
- Zostaw mnie - powiedziałam szeptem i skryłam twarz pod swoimi włosami.
- Będzie dobrze - podniosłam głowę do góry
- Będzie dobrze? Będzie dobrze?!!!! Człowieku ty rozumiesz że zabiłam własne dziecko!
- Nie zabiłaś go. To nie twoja wina że jakiś idiota nie umie zapanować nad kierownicą. Najważniejsze że tobie się nic nie stało.
- Wolałabym życie oddać za własne dziecko. I to jest tylko i wyłącznie moja wina bo wsiadłam do tego samochodu.
- Nie obwiniaj siebie, to ja powinienem cię zatrzymać. - zapadła cisza. Co on sobie myśli przyjdzie do szpitala udaje że mu na mnie zależy i wszystko będzie ok ? Nie. Właśnie że nie. - Ciesz się że żyjesz mogło być gorzej.
- Widzę że się w ogóle nie przejąłeś, że właśnie straciłam dziecko i na dodatek TWOJE dziecko.
- Co ?? Myślisz że w ogóle się tym nie przejąłem. Mnie też to boli. - ta jasne - Przepraszam cię. Przepraszam cię za to, że przeze mnie tyle cierpisz. Zrozum mnie że tamtej nocy byłem naćpany i nie wiedziałem co robię. Nie umiałem nad tym zapanować.
- Mam dość słuchania jak kłamiesz wyjdź stąd - odwróciłam głowę w drugą stronę
- Ale..
- Wyjdź stąd! - przerwałam mu. Bieber nie miał siły się ze mną sprzeczać więc spełnił moje życzenie i wyszedł z sali w której leżałam. On tego nie rozumie co to jest stracić własne dziecko i na dodatek w Boże Narodzenie. Z zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza.
- Tak? - spojrzałam pytająco
- Pewnie chce pani spędzić święta ze swoją rodziną, więc może pani już się wypisać ze szpitala. Pani stan jest w normie jest pani tylko potłuczona. Pielęgniarki będą panią codziennie odwiedzać.
- Dobrze dziękuję - pielęgniarki odczepiły od mojego ciała te różne kabelki.i wyszły. Wstałam z łóżka i również opuściłam pomieszczenie.Przy drzwiach stał Justin, gdy widział że idę w stronę wyjścia podbiegł i dorównał mi kroku.
- Czekaj!
- Czego chcesz? - zatrzymałam się przy wyjściu
- Twoi rodzice kazali mi cię wziąć bo nie dali rady przyjechać.
- Już ci uwierzę ..
- Jak nie wierzysz to masz - podał mi swój telefon - zadzwoń do nich
- Dobra wierzę
- Nie gniewaj się - popatrzyłam na niego pytająco - zacznijmy od początku proszę cię dziś Boże Narodzenie Meg proszę
- Nie wiem. Jedź muszę być wcześnie w domu. - jak powiedziałam tak zrobił. Po 20 minutach byłam już przy drzwiach swojego domu. Justin czekał w aucie i patrzył czy wchodzę do domu. Niestety dom był zamknięty od środka, więc zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mój tata.
- Cześ tato - uściskałam go mocno.
- Hej córciu. To Justin jest w tym aucie?
- Tak, a co?
- Może zechciałby zostać u nas chociażby przez chwilkę.
- Tatoo, nie proszę cię
- Zawołaj go tutaj - powiedział na co ja z niechęcią ruszyłam się z miejsca i podeszłam do auta i zapukałam w szybę ze strony kierowcy, która po chwili odsunęła się.
- Tak? - popatrzył się na mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. Jejuu czemu on musi być taki idealny. Chwila co? Idealny? Przecież to jest osoba której tak bardzo nienawidzę i powinnam sobie coś zrobić za to że tak pomyślałam. Ale wracając...
- Mój tata woła cię abyś został chociażby na chwilkę jeżeli nie masz nic przeciwko - powiedziałam od niechcenia.
- Nie no spoko - Justin wyszedł z pojazdu i szedł z mną do mojego domu. Weszliśmy do środka, a tata już od samego progu przywitał Justina.
- Witaj synu, bardzo ci dziękuję za to że tak zadbałeś o moją córkę. Wiele dla naszej rodziny robisz i za to jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy drobiazg
- Ja ide do siebie - przerwałam tą jakże interesującą rozmowę. Weszłam do pokoju rzuciłam torbę na fotel i położyłam się skulona na łóżku, a po moim policzku spływały pojedyncze łzy. Nie wierze że straciłam własne dziecko, którego nawet jeszcze nie znałam i nie mogłam zobaczyć. Wszystko przez to że wsiadłam do samochodu. Z zamyśleń wyrwał mnie głos pukania do drzwi. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a drzwi się otworzyły. Usiadłam i skuliłam nogi. Osoba która tu weszła to Bieber, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zobaczył że płaczę i od razu podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Tego mi właśnie było trzeba przytulenie się do kogoś i wypłakać się. Justin gładził ręką moje włosy i plecy.
- Spokojnie wiem co czujesz - pocałował mnie w czoło i przytulił jeszcze mocniej.
- Dziękuję, ale jednego nie rozumiem
- Czego nie rozumiesz? - podniosłam się i otarłam oczy.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
_________________________________________________________________________________
Hej tak wiem rozdział beznadziejny. Przepraszam że nie dotrzymałam obietnicy tylko wiecie szkoła trzeba podciągnąć stopnie i nawet nie mam czasu żeby pisać. No ale postaram się dodawać rozdziały trochę częściej.
BARDZO WAS PRZEPRASZAM
- Cześć - powiedział siadając koło mnie, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej. Teraz najlepiej dla mnie było by gdyby on stąd wyszedł. - Spokojnie - pogłaskał mnie delikatnie po ręce i lekko ją pocałował. Szybko wyrwałam ją z jego ucisku.
- Zostaw mnie - powiedziałam szeptem i skryłam twarz pod swoimi włosami.
- Będzie dobrze - podniosłam głowę do góry
- Będzie dobrze? Będzie dobrze?!!!! Człowieku ty rozumiesz że zabiłam własne dziecko!
- Nie zabiłaś go. To nie twoja wina że jakiś idiota nie umie zapanować nad kierownicą. Najważniejsze że tobie się nic nie stało.
- Wolałabym życie oddać za własne dziecko. I to jest tylko i wyłącznie moja wina bo wsiadłam do tego samochodu.
- Nie obwiniaj siebie, to ja powinienem cię zatrzymać. - zapadła cisza. Co on sobie myśli przyjdzie do szpitala udaje że mu na mnie zależy i wszystko będzie ok ? Nie. Właśnie że nie. - Ciesz się że żyjesz mogło być gorzej.
- Widzę że się w ogóle nie przejąłeś, że właśnie straciłam dziecko i na dodatek TWOJE dziecko.
- Co ?? Myślisz że w ogóle się tym nie przejąłem. Mnie też to boli. - ta jasne - Przepraszam cię. Przepraszam cię za to, że przeze mnie tyle cierpisz. Zrozum mnie że tamtej nocy byłem naćpany i nie wiedziałem co robię. Nie umiałem nad tym zapanować.
- Mam dość słuchania jak kłamiesz wyjdź stąd - odwróciłam głowę w drugą stronę
- Ale..
- Wyjdź stąd! - przerwałam mu. Bieber nie miał siły się ze mną sprzeczać więc spełnił moje życzenie i wyszedł z sali w której leżałam. On tego nie rozumie co to jest stracić własne dziecko i na dodatek w Boże Narodzenie. Z zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza.
- Tak? - spojrzałam pytająco
- Pewnie chce pani spędzić święta ze swoją rodziną, więc może pani już się wypisać ze szpitala. Pani stan jest w normie jest pani tylko potłuczona. Pielęgniarki będą panią codziennie odwiedzać.
- Dobrze dziękuję - pielęgniarki odczepiły od mojego ciała te różne kabelki.i wyszły. Wstałam z łóżka i również opuściłam pomieszczenie.Przy drzwiach stał Justin, gdy widział że idę w stronę wyjścia podbiegł i dorównał mi kroku.
- Czekaj!
- Czego chcesz? - zatrzymałam się przy wyjściu
- Twoi rodzice kazali mi cię wziąć bo nie dali rady przyjechać.
- Już ci uwierzę ..
- Jak nie wierzysz to masz - podał mi swój telefon - zadzwoń do nich
- Dobra wierzę
- Nie gniewaj się - popatrzyłam na niego pytająco - zacznijmy od początku proszę cię dziś Boże Narodzenie Meg proszę
- Nie wiem. Jedź muszę być wcześnie w domu. - jak powiedziałam tak zrobił. Po 20 minutach byłam już przy drzwiach swojego domu. Justin czekał w aucie i patrzył czy wchodzę do domu. Niestety dom był zamknięty od środka, więc zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mój tata.
- Cześ tato - uściskałam go mocno.
- Hej córciu. To Justin jest w tym aucie?
- Tak, a co?
- Może zechciałby zostać u nas chociażby przez chwilkę.
- Tatoo, nie proszę cię
- Zawołaj go tutaj - powiedział na co ja z niechęcią ruszyłam się z miejsca i podeszłam do auta i zapukałam w szybę ze strony kierowcy, która po chwili odsunęła się.
- Tak? - popatrzył się na mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. Jejuu czemu on musi być taki idealny. Chwila co? Idealny? Przecież to jest osoba której tak bardzo nienawidzę i powinnam sobie coś zrobić za to że tak pomyślałam. Ale wracając...
- Mój tata woła cię abyś został chociażby na chwilkę jeżeli nie masz nic przeciwko - powiedziałam od niechcenia.
- Nie no spoko - Justin wyszedł z pojazdu i szedł z mną do mojego domu. Weszliśmy do środka, a tata już od samego progu przywitał Justina.
- Witaj synu, bardzo ci dziękuję za to że tak zadbałeś o moją córkę. Wiele dla naszej rodziny robisz i za to jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy drobiazg
- Ja ide do siebie - przerwałam tą jakże interesującą rozmowę. Weszłam do pokoju rzuciłam torbę na fotel i położyłam się skulona na łóżku, a po moim policzku spływały pojedyncze łzy. Nie wierze że straciłam własne dziecko, którego nawet jeszcze nie znałam i nie mogłam zobaczyć. Wszystko przez to że wsiadłam do samochodu. Z zamyśleń wyrwał mnie głos pukania do drzwi. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a drzwi się otworzyły. Usiadłam i skuliłam nogi. Osoba która tu weszła to Bieber, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zobaczył że płaczę i od razu podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Tego mi właśnie było trzeba przytulenie się do kogoś i wypłakać się. Justin gładził ręką moje włosy i plecy.
- Spokojnie wiem co czujesz - pocałował mnie w czoło i przytulił jeszcze mocniej.
- Dziękuję, ale jednego nie rozumiem
- Czego nie rozumiesz? - podniosłam się i otarłam oczy.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
_________________________________________________________________________________
Hej tak wiem rozdział beznadziejny. Przepraszam że nie dotrzymałam obietnicy tylko wiecie szkoła trzeba podciągnąć stopnie i nawet nie mam czasu żeby pisać. No ale postaram się dodawać rozdziały trochę częściej.
BARDZO WAS PRZEPRASZAM
piątek, 13 grudnia 2013
Rozdział 16
- Czyli co? To znaczy że mnie kochasz? - powiedział siadając koło mnie na łóżku. Ta chwila była taka niezręczna. Sama nie wiem co o tym myśleć. Zgwałcił mnie i mnie zranił, ale i tak nie potrafie o nim zapomnieć.
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)