wtorek, 27 maja 2014
NO TO KONIEC !
HEJKA! Jak zauważyliście ostatnio bardzo rzadko dodaje rozdziały... A co za tym idzie? Stwierdziłam, że nie będę dalej prowadziła tego bloga, ponieważ nie mam kiedy pisać rozdziałów przez szkołę i w ogóle nie widzę waszej aktywności na moim blogu, więc niestety to koniec i drugi blog też zawieszam. Więc żegnam się z wami papap ;*
poniedziałek, 17 marca 2014
Rozdział 19
Dobiegłam do jakiegoś lasu. Słyszałam szum fal. Biegłam za głosem aż dobiegłam do przepaści. Zerknęłam w dół i zobaczyłam ocean obijający się o skały. A więc tam ma skończyć się moje życie? Przybliżyłam się tak że połowa moich stóp była już w powietrzu. Lekko przechyliłam się do przodu. Skoczyć?
Zamknęłam swoje oczy i złapałam oddech po czym już miałam skoczyć kiedy poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Nie wiedziałam kto to, ponieważ stałam do tej osoby tyłem. Mogłam założyć się, że kiedyś wąchałam już te perfumy. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam osobę, którą chyba jako ostatnią chciałam tu zobaczyć. Oddaliłem się trochę od przepaści i zastanawiałam się po co on tu przyszedł.
- czemu chciałaś to zrocić? - zapytał z troską. Niezrozumienie najpierw założył się z kumplami, że się ze mną prześpi,na teraz co nagle przejmuje się mną.
- a co cię to obchodzi dla ciebie i tak żadna różnica.
- że co ?
- nie udawaj głupiego Justin
- ale ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi - on udaje głupiego czy serio taki jest. Mam już go serdecznie dość. Odeszłam od niego i weszłam w głąb lasu, aby dotrzeć tam skąd przyszłam. O co mogło mu chodzić przecież on dobrze wie o co tak naprawdę się na niego wkurzyłam. Ale czemu mnie uratował przed odebraniem sobie życia? Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale coś tu jest nie tak... Kiedy dotarłem pod szkołę weszłam do niej aby wziąć swoje rzeczy i pójść do domu. Kierowałam się w stronę swojej szafki lecz ktoś przed nią stał. Pani Gomez we własnej osobie. Uhh czemu ona musi być tak upierdliwa. Podeszłam do niej i spuściłam głowę w dół.
- ojej szmaty mają uczucia - syknęła
- odwal się ok? - chciałam ją jakoś ominąć aby mieć dostęp do szafki.
- nie to ty się odwal Justin to mój chłopak rozumiesz?
- jak chcesz mi on jest obojętny bijesz go sobie jesteście oboje siebie warci - uśmiechnła się triumfalnie i odeszła a za nią jej świta. Pdetchnęlam z ulgą. Podeszłam do szafki i kiedy już wpisywałam szyfr ktoś szepnął mi do ucha:
- możemy pogadać ? - odwróciłam się na przedemną stał on.
- nie mamy o czym - zignorowałam go i odwróciłam się ku szafce z celem otworzenia jej.
- jak to nie mamy o czym czy ty siebie słyszysz?
- masz do mnie wyrzuty? - znów odwróciłam w jego stronie a na mojej twarzy było namalowane ździwienie.
- nie ma do ciebie wyrzutów ale nadal nie wiem dlaczego chiałaś TO zrobić - Jezuuu ludzie trzymajcie mnie bo nie ręczę za siebie.
- Justin nie rób sobie ze mnie żartów jak tak ma wyglądać nasza rozmowa to ja nie mam zamiaru w niej uczestniczyć. Jak będziesz chciał pogadać serio to powiedz. - zamknęłam szafkę i wyszłam ze szkoły. Wracając do domu r
Zrozumiałam jak ja byłam głupia zadając się z nim. Ale też powinna. Mu dziękować że uratował mi dupę bo kto wie co by teraz ze mną było. Kiedy byłam już w domu nie robiłam niczego nadzwyczajnego. Jak zwykle to samo. Nim się obejrzałam była już 18:55. Postanowiłam iść się wykąpać a później oglądnąć jakiś film lecz coś mnie zatrzymało, a mianowicie dźwięk mojego telefonu. Podeszłam do biurka na którym znajdowało się urządzenie i odblokowałam ekran.
Od: JUSTIN
Hej, przemyślałem sobie wszystko i czy możemy się spotkać?
Szybko odpisałem mu twierdząco.
Od: JUSTIN
To otwórz drzwi balkonowe :))
Odwróciłam się w stronę balkonu i zauważyłam jego całego przemokniętego. Przez ten cały czas padał deszcz a ja tego nie zauważyłam??? Podeszłam do drzwi i otworzyłem mu je.
- hej - przywitał się, a ja odpowiedziałam mu tym samym. - to możemy pogadać?
- jak sobie chcesz - powiedziałam obojętnie i usiadłam na łóżku po czym dołączył się do mnie.
- no więc słuchaj ja serio nie wiem czemu byłaś na mnie zła. Możesz myśleć sobie co tylko chcesz, ale ja nie kłamie. No bo po co miałbym cię oszukiwać.
- idź stąd - podniosłam się i wskazałam mu ręką drzwi balkonowe
- jak to?
- tak to, że miałeś mi powiedzieć PRAWDĘ, a nie wmawiać kłamstwa
- ale ja mówię prawdę - zrobił minę jakby nie wiedział co się tu dzieje. Ja mam już serdecznie tego dość. Niech sobie znajdzie inną ofiarę do wyśmiewania się.
-jak już mówiłam IDŹ STĄD - mój głos nagle ze spokojnego zmienił się na gwałtowny i 'chłodny'.
- jejku Meg ja mówię ci prawdę nie wiem kto ci to nagadał, ale proszę zaufaj mi.
- prosisz o zbyt wiele - wzgardziłam jego słowa.
- rozumiem, ale przynajmniej powiedz mi dlaczego chciałaś to zrobić.
- nie rozumiem po co ci mam to mówić
- bo mi zależy na tobie
- a skąd mam wiedzieć że nie jestem kolejną twoją zdobyczą??
- serio w to wierzysz?
- teraz po tobie mogę się wszystkiego spodziewać.
- Megan znamy się od dziecka. Tak to prawda, nigdy nie lubiliśmy się, ale ostatnio bardzo cię polubiłem i stwierdziłem, że nie jesteś takla zła. I przez to, że poznałem cię lepiej chyba zakochałem się w tobie - jego głos był coraz bardziej cichy i łagodniejszy i kiedy on to wszystko mówił 'przeżywałam to' razem z nim. - I kiedy zobaczyłem ciebie nad tą przepaścią to czułem jakby moje serce rozpadło się na milion małych kawałeczków. - nagle po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Bieber płacze? I to z mojego powodu?
Co tu się do cholery dzieje? Kiedy ja rozmyślałam nad sensem tej sytuacji Justin zrobił coś niespodziewanie szybko. A tak dokładniej zbliżył się od mnie i przytulił się do mnie.
- Bieber! - odsunęłam go od siebie - Myślisz że jak wystawisz przede mną nędzny teatrzyk to wszystko będzie ok i ci uwierzę? Jesteś żałosny - prychnęłam. Chłopak poparzył na mnie zmieszany jakby nie wiedział co się w tej chwili dzieje.
- To ja może lepiej pójdę - powiedział prawie że szeptem z lekkim załamaniem w głosie i wyszedł na balkon, gdy nagle rozniósł się dźwięk burzy z piorunami.
-Ughtt.. Dobra zostań ale jak burza się skończy to wracasz do domu- kiedy to powiedziałam Justin popatrzył na mnie ze zdziwieniem i szokiem w oczach. - Będziesz tak tam stał czy wejdziesz do środka? - ocknął się i posłuchał się moich zaleceń. Usiadł na moim łóżku i obserwował każdy mój krok. Zobaczyłam na godzinę byłą już 19:30. - Jesteś głodny?
- Troszkę
- Ok to poczekaj tu chwilkę - zeszłam na dół do kuchni wzięłam żelki, popcorn, chipsy, cole, fante i ciasteczka po czym zaniosłam to wszystko na górę do mojego pokoju.
- Co to jest?
- Nigdy na oczy nie widziałeś słodyczy?? - zaśmiał się i przesunął się na łóżku aby znalazło się tak miejsce dla mnie i na rzeczy które tu przytargałam. Wzięłam laptopa z biurka leżącego naprzeciwko łózka i włączyłam go. Usiadłam koło Justina po czym odpaliłam przeglądarkę internetową. - Oglądamy jakiś film?
- Możemy
- A jaki chcesz?
- Horror - o masz! Nie znoszę horrorów, no ale trudno.
- To wybierz jakiś a ja pójdę jeszcze do łazienki umyć się.
-Ok - puścił mi oczko. Nie łapie go. Przed chwilą jeszcze rozpaczał i twierdził że się we mnie zakochał a teraz jest znów tym dupkiem który zalicza każdą laskę. Oczywiście on cały czas jest tym dupkiem. Weszłam do łazienki umyłam się i przebrała się w piżamę po czym związałam włosy w niechlujnego koka i wyszłam z łazienki. kiedy Justin zobaczył mnie w samej bluzce i majtkach uśmiechnął się.
- Zrób sobie zdjęcie zostanie na dłużej - zakpiłam, a on potraktował to na poważnie i wyjął z kieszeni swój telefon.
- UŚMIECH! - nagle usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia.
- EJ NOOO!! - zaczęłam krzyczeć jak małe dziecko i wskoczyłam na Justina i chciałam mu odebrać telefon. Niestety był silniejszy i to ja teraz leżałam pod nim. Zaczął mnie łaskotać. Brzuch mnie bolał ze śmiechu. Nagle usłyszałam dźwięk głosu mojej mamy:
- Megan co ty do cholery robisz z Justinem!!
_________________________________________________________________________________
Hej wreszcie dodałam ten 19 rozdział. Przepraszam że tyle nie dodawałam.
Nie wiem co mam robić z tym blogiem. Mamy bardzo dużo wyświetleń, ale za to bardzo mało komentarzy. Proszę komentujcie rozdziały dla was to nic, ale to mnie motywuje do dalszego pisania.
Mam nadzieje że nie zawiodę się na was
CZYTASZ = SKOMENTUJ
Zamknęłam swoje oczy i złapałam oddech po czym już miałam skoczyć kiedy poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Nie wiedziałam kto to, ponieważ stałam do tej osoby tyłem. Mogłam założyć się, że kiedyś wąchałam już te perfumy. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam osobę, którą chyba jako ostatnią chciałam tu zobaczyć. Oddaliłem się trochę od przepaści i zastanawiałam się po co on tu przyszedł.
- czemu chciałaś to zrocić? - zapytał z troską. Niezrozumienie najpierw założył się z kumplami, że się ze mną prześpi,na teraz co nagle przejmuje się mną.
- a co cię to obchodzi dla ciebie i tak żadna różnica.
- że co ?
- nie udawaj głupiego Justin
- ale ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi - on udaje głupiego czy serio taki jest. Mam już go serdecznie dość. Odeszłam od niego i weszłam w głąb lasu, aby dotrzeć tam skąd przyszłam. O co mogło mu chodzić przecież on dobrze wie o co tak naprawdę się na niego wkurzyłam. Ale czemu mnie uratował przed odebraniem sobie życia? Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale coś tu jest nie tak... Kiedy dotarłem pod szkołę weszłam do niej aby wziąć swoje rzeczy i pójść do domu. Kierowałam się w stronę swojej szafki lecz ktoś przed nią stał. Pani Gomez we własnej osobie. Uhh czemu ona musi być tak upierdliwa. Podeszłam do niej i spuściłam głowę w dół.
- ojej szmaty mają uczucia - syknęła
- odwal się ok? - chciałam ją jakoś ominąć aby mieć dostęp do szafki.
- nie to ty się odwal Justin to mój chłopak rozumiesz?
- jak chcesz mi on jest obojętny bijesz go sobie jesteście oboje siebie warci - uśmiechnła się triumfalnie i odeszła a za nią jej świta. Pdetchnęlam z ulgą. Podeszłam do szafki i kiedy już wpisywałam szyfr ktoś szepnął mi do ucha:
- możemy pogadać ? - odwróciłam się na przedemną stał on.
- nie mamy o czym - zignorowałam go i odwróciłam się ku szafce z celem otworzenia jej.
- jak to nie mamy o czym czy ty siebie słyszysz?
- masz do mnie wyrzuty? - znów odwróciłam w jego stronie a na mojej twarzy było namalowane ździwienie.
- nie ma do ciebie wyrzutów ale nadal nie wiem dlaczego chiałaś TO zrobić - Jezuuu ludzie trzymajcie mnie bo nie ręczę za siebie.
- Justin nie rób sobie ze mnie żartów jak tak ma wyglądać nasza rozmowa to ja nie mam zamiaru w niej uczestniczyć. Jak będziesz chciał pogadać serio to powiedz. - zamknęłam szafkę i wyszłam ze szkoły. Wracając do domu r
Zrozumiałam jak ja byłam głupia zadając się z nim. Ale też powinna. Mu dziękować że uratował mi dupę bo kto wie co by teraz ze mną było. Kiedy byłam już w domu nie robiłam niczego nadzwyczajnego. Jak zwykle to samo. Nim się obejrzałam była już 18:55. Postanowiłam iść się wykąpać a później oglądnąć jakiś film lecz coś mnie zatrzymało, a mianowicie dźwięk mojego telefonu. Podeszłam do biurka na którym znajdowało się urządzenie i odblokowałam ekran.
Od: JUSTIN
Hej, przemyślałem sobie wszystko i czy możemy się spotkać?
Szybko odpisałem mu twierdząco.
Od: JUSTIN
To otwórz drzwi balkonowe :))
Odwróciłam się w stronę balkonu i zauważyłam jego całego przemokniętego. Przez ten cały czas padał deszcz a ja tego nie zauważyłam??? Podeszłam do drzwi i otworzyłem mu je.
- hej - przywitał się, a ja odpowiedziałam mu tym samym. - to możemy pogadać?
- jak sobie chcesz - powiedziałam obojętnie i usiadłam na łóżku po czym dołączył się do mnie.
- no więc słuchaj ja serio nie wiem czemu byłaś na mnie zła. Możesz myśleć sobie co tylko chcesz, ale ja nie kłamie. No bo po co miałbym cię oszukiwać.
- idź stąd - podniosłam się i wskazałam mu ręką drzwi balkonowe
- jak to?
- tak to, że miałeś mi powiedzieć PRAWDĘ, a nie wmawiać kłamstwa
- ale ja mówię prawdę - zrobił minę jakby nie wiedział co się tu dzieje. Ja mam już serdecznie tego dość. Niech sobie znajdzie inną ofiarę do wyśmiewania się.
-jak już mówiłam IDŹ STĄD - mój głos nagle ze spokojnego zmienił się na gwałtowny i 'chłodny'.
- jejku Meg ja mówię ci prawdę nie wiem kto ci to nagadał, ale proszę zaufaj mi.
- prosisz o zbyt wiele - wzgardziłam jego słowa.
- rozumiem, ale przynajmniej powiedz mi dlaczego chciałaś to zrobić.
- nie rozumiem po co ci mam to mówić
- bo mi zależy na tobie
- a skąd mam wiedzieć że nie jestem kolejną twoją zdobyczą??
- serio w to wierzysz?
- teraz po tobie mogę się wszystkiego spodziewać.
- Megan znamy się od dziecka. Tak to prawda, nigdy nie lubiliśmy się, ale ostatnio bardzo cię polubiłem i stwierdziłem, że nie jesteś takla zła. I przez to, że poznałem cię lepiej chyba zakochałem się w tobie - jego głos był coraz bardziej cichy i łagodniejszy i kiedy on to wszystko mówił 'przeżywałam to' razem z nim. - I kiedy zobaczyłem ciebie nad tą przepaścią to czułem jakby moje serce rozpadło się na milion małych kawałeczków. - nagle po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Bieber płacze? I to z mojego powodu?
Co tu się do cholery dzieje? Kiedy ja rozmyślałam nad sensem tej sytuacji Justin zrobił coś niespodziewanie szybko. A tak dokładniej zbliżył się od mnie i przytulił się do mnie.
- Bieber! - odsunęłam go od siebie - Myślisz że jak wystawisz przede mną nędzny teatrzyk to wszystko będzie ok i ci uwierzę? Jesteś żałosny - prychnęłam. Chłopak poparzył na mnie zmieszany jakby nie wiedział co się w tej chwili dzieje.
- To ja może lepiej pójdę - powiedział prawie że szeptem z lekkim załamaniem w głosie i wyszedł na balkon, gdy nagle rozniósł się dźwięk burzy z piorunami.
-Ughtt.. Dobra zostań ale jak burza się skończy to wracasz do domu- kiedy to powiedziałam Justin popatrzył na mnie ze zdziwieniem i szokiem w oczach. - Będziesz tak tam stał czy wejdziesz do środka? - ocknął się i posłuchał się moich zaleceń. Usiadł na moim łóżku i obserwował każdy mój krok. Zobaczyłam na godzinę byłą już 19:30. - Jesteś głodny?
- Troszkę
- Ok to poczekaj tu chwilkę - zeszłam na dół do kuchni wzięłam żelki, popcorn, chipsy, cole, fante i ciasteczka po czym zaniosłam to wszystko na górę do mojego pokoju.
- Co to jest?
- Nigdy na oczy nie widziałeś słodyczy?? - zaśmiał się i przesunął się na łóżku aby znalazło się tak miejsce dla mnie i na rzeczy które tu przytargałam. Wzięłam laptopa z biurka leżącego naprzeciwko łózka i włączyłam go. Usiadłam koło Justina po czym odpaliłam przeglądarkę internetową. - Oglądamy jakiś film?
- Możemy
- A jaki chcesz?
- Horror - o masz! Nie znoszę horrorów, no ale trudno.
- To wybierz jakiś a ja pójdę jeszcze do łazienki umyć się.
-Ok - puścił mi oczko. Nie łapie go. Przed chwilą jeszcze rozpaczał i twierdził że się we mnie zakochał a teraz jest znów tym dupkiem który zalicza każdą laskę. Oczywiście on cały czas jest tym dupkiem. Weszłam do łazienki umyłam się i przebrała się w piżamę po czym związałam włosy w niechlujnego koka i wyszłam z łazienki. kiedy Justin zobaczył mnie w samej bluzce i majtkach uśmiechnął się.
- Zrób sobie zdjęcie zostanie na dłużej - zakpiłam, a on potraktował to na poważnie i wyjął z kieszeni swój telefon.
- UŚMIECH! - nagle usłyszałam dźwięk zrobionego zdjęcia.
- EJ NOOO!! - zaczęłam krzyczeć jak małe dziecko i wskoczyłam na Justina i chciałam mu odebrać telefon. Niestety był silniejszy i to ja teraz leżałam pod nim. Zaczął mnie łaskotać. Brzuch mnie bolał ze śmiechu. Nagle usłyszałam dźwięk głosu mojej mamy:
- Megan co ty do cholery robisz z Justinem!!
_________________________________________________________________________________
Hej wreszcie dodałam ten 19 rozdział. Przepraszam że tyle nie dodawałam.
Nie wiem co mam robić z tym blogiem. Mamy bardzo dużo wyświetleń, ale za to bardzo mało komentarzy. Proszę komentujcie rozdziały dla was to nic, ale to mnie motywuje do dalszego pisania.
Mam nadzieje że nie zawiodę się na was
CZYTASZ = SKOMENTUJ
wtorek, 4 lutego 2014
Rozdział 18
WAŻNE PRZECZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM !!!
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
- Że ?
- Że bardzo cię kocham - zamurowało mnie. Sądziłam że ktoś taki jak on nie ma uczuć aż do teraz.Spojrzałam prosto w jego duże oczy, a on lekko się do mnie uśmiechnął. Nie wiem co ma zrobić mam totalny mętlik w głowie. Poczułam na swojej tali chłodne ręce należące do chłopaka. Przyciągnął mnie lekko do siebie a ja wtuliłam się w jego tors. Poczułam zapach drogich i bardzo ładnych męskich perfum. Mogłabym je wąchać w nieskończoność. Po chwili zamyślenia oderwałam się od chłopaka i dałam mu całusa w policzek.
- Dziękuję, że to dla mnie robisz, że się przyznałeś, ale ja nie byłam do końca z tobą szczera. - Justin zmarszczył brwi.
- To znaczy? - powiedział tym cholernie seksownym zachrypniętym głosem.
- No więc moje ... ymm uczucia wobec ciebie.. ymm.. aaamm - kiedy miałam już to powiedzieć ktoś wszedł do mojego pokoju.
- Magan mama każe wam zejść na dół na kolacje - ten ktoś kto przerwał mi wyznanie miłości do Justina to nie kto inny niż mój brat Alex.
- Nikt nie nauczył się pukać - chłopak w drzwiach zrobił głupią minę i trzepotał rzęsami, zaśmiałam się i rzuciłam poduszką w jego strone, ale ona nie zdążyła go uderzyć, ponieważ zamknął z pośpiechem drzwi.
- Hehe, więc co mi chciałaś powiedzieć?
- Może później dobrze? - ruszyłam w strone drzwi, ale Justin pociągnął mnie za nadgarstek do siebie i wylądowałam na jego kolanach.Spojrzałam prosto w jego oczy a on moje. Odległość między nami była niewielka. Spojrzałam na jego pulchne i okrągłe usta. Przygryzłam lekko wargę, miałam taką cholerną ochotę ich spróbować. Jednak z zamyśleń wyrwał mnie głos Biebera.
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej - zaczerwieniłam się i spuściłam głowę w dół. Nagle Justin podniósł mój podbródek i zbliżył się do mnie. Już byłam tak blisko by spróbować smaku jego ust, gdy znów niespodziewanie ktoś wszedł do pokoju. Tym razem nie był to Alex tylko moja mama. DZIĘKI MAMOO. Kobieta patrzyła wryta na nas. Pomachałam jej ręką przed oczami dzięki czemu ocknęła się.
- Idziecie na tą kolację? - zagadnęła
- Tak już idziemy - zaśmiałam się pod nosem a mama wyszła z pokoju. Dałam Justinowi buziaka w policzek i wstałam z jego kolan. Podałam mu rękę i poszliśmy na dół.
- No myślałem, że już nigdy nie zejdziecie. - powiedział mój tata jedząc naleśniki. Zaśmiałam się i poczułam, że Justin puszcza moją rękę.
- Gdzie idziesz? - zapytałam
- Muszę już wracać do domu bo jest późno.
- Zostań chociaż na kolację - prosiłam ale obawiałam się że na marne.
- Nie naprawdę muszę już lecieć
- No dobrze, ale odprowadzę cię - chłopak uśmiechnął się ale pokręcił przecząco głową - No a chociaż do drzwi?
- No ok. Dobranoc - zgodził się i zwrócił się do moim rodziców
- Dobranoc i jeszcze raz dziękujemy - odezwał się mój ojciec. Wyszłam z Justinem na zewnątrz i lekko się uśmiechnęłam.
- Dobranoc mała - oparł mnie o ścianę i musnął moje usta. Całował tak świetnie nagle poczułam Biebera język proszący o wejście z łatwością mu je dałam. Nasze języki walczyły o dominację. Gdy nagle Justin się ode mnie oderwał. Spojrzałam na niego pytająco.
- Przepraszam to nie powinno się wydarzyć
- Ale dlaczego przepraszasz?
- Nie rozumiem
- To co ci chciałam powiedzieć w pokoju to to że nadal cię kocham - ostatnie słowa wypowiedziałam prawie że szeptem. Chłopak zbliżył się do mnie i pocałował mnie jeszcze bardziej namiętnie niż poprzednim razem. - Kocham cię - powiedziałam w trakcie naszego pocałunku
- Ja ciebie też - poczułam, że uśmiechnął się przez pocałunek. W końcu oboje oderwaliśmy się od siebie. - To ja już muszę iść papa śliczna - przytulił mnie. Nie chciałam żeby szedł. Mogłabym przytulać się do niego całymi dniami, ale niestety
- Papa do jutra. - już nic nie powiedział tylko wszedł do swojego białego ferrari i odjechał z piskiem opon. Weszłam do środka domu i oparłam się o drzwi. Lekko przygryzłam wargę i rozmyślałam na temat jego pysznych ust. Lecz jednak z zamyśleń wyrwał mnie mój brat.
- Megan się zakochała!!!!! - zaśmiał się i uciekł, a ja bez chwili namyśleń poleciałam za nim.
- Zamknij się !- biegałam za nim po salonie, a rodzice patrzyli na nas jak na dzieci w wieku 5 lat. Wreszcie dorwałam mojego brata i rzuciłam go na sofę. Usiadłam na nim i zaczęłam go łaskotać.
- Me....Meg... hahahaahh... proszz...proszeeee ciee hahahhaahah
- Przeproś- nie przestałam go łaskotać
- Nigdy - gdy to powiedział łaskotałam go jeszcze bardziej - No okok hahaha prze.. haha przepraszam. - puściłam go i zaśmiałam się. Poszłam do kuchni i wzięłam talerz z 2 naleśnikami i udałam się do swojego pokoju. Położyłam talerz na łóżku i wzięłam laptopa i usiadłam. Postanowiłam oglądnąć jakiś film. Wybrałam "Lol" i jadłam naleśniki po 2 godzinach film się skończył. Poszłam na dół do kuchni i odłożyłam talerz do zlewu. Zobaczyłam na zegarek w salonie. Była już godzina 23:17. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam piżamę po czym ruszyłam do łazienki. Rozebrałam swoje ubrania i bieliznę po czym weszłam pod prysznic. Ciepła woda otulała moje ciało. Wzięłam mój truskawkowy żel pod prysznic i wtarłam go dokładnie w moje ciało. Po krótkim prysznicu wyszłam z kabiny prysznicowej i ubrałam na siebie piżamę. Rozczesałam swoje długie włosy i spięłam je w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku. Nie czekając zasnęłam.
Obudził mnie mój budzik. Kto to do cholery wymyślił? Wyjęłam ubrania z szafy i ubrałam je na siebie. Poszłam do łazienki rozpuściłam i rozczesałam włosy. Zeszłam na dół, zjadłam tosty, wypiłam sok pomarańczowy i poszłam na piechotę do szkoły. Kiedy weszłam do budynku znienawidzonego nie tylko przeze mnie udałam się do mojej szafki. Wpisałam szyfr, a ona sama się otworzyła. Zobaczyłam na plan lekcji pierwszą miałam Biologie. No nie pomocy nienawidzę tej lekcji! Nagle na mojej talii znalazły się czyjeś zimne ręce. Odwróciłam się i zobaczyłam promienną twarz Justina.
- Cześć kochanie - musnął mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy jesteśmy razem? - kiedy to powiedziałam Justin zmarszczył brwi.
- No myślałem że po wczorajszym too.. - nie wiedział co powiedzieć ja tylko się zaśmiałam i pocałowałam go namiętnie w usta.
- Przecież żartuję - zaśmiałam się. Udałam się na lekcję. Ta godzina była taka nudna że jeszcze 5 minut a bym zasnęła. Reszta lekcji minęła w miarę ok. Przed ostatnią lekcją była fizyka. Udała się do swojej szafki po podręcznik, gdy usłyszałam czyiś głos.
- Ej ty słyszałam że ostatnio coraz częściej włazisz chłopcom do łóżek - mogłam się założyć że to był głos Seleny. Odwróciłam się w jej strone i zobaczyłam jak śmieje się pod nosem. - Słuchaj szmato jeżeli myślisz że Justin cię kocha to się grubo myliłaś. Wczoraj był u ciebie prawda? I całowaliście się? Justin to robi bo się założył o to z kumplami. Seks z nim to też była ustawka złotko. Jak mogłaś pomyśleć że ktoś tak seksowny jak on mógł się w tobie zakochać? Idiotka - splunęła na mnie i odeszła wraz ze swoją "świtą". Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Co jeżeli to prawda co ona powiedziała. To był tylko zakład? On wykorzystał mnie do własnych celów. Jak ja mogłam mu ufać po czymś takim. Z płaczem wybiegłam z budynku i ruszyłam prosto przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie teraz iść więc biegłam wprost. Dobiegłam do jakiegoś lasu. Słyszałam szum fal. Biegłam za głosem aż dotarłam do przepaści. Zerknęłam w dół i zobaczyłam ocean obijający się o skały. A więc tak ma się skończyć moje życie? Przybliżyłam się tak że połowa moich stóp była już w powietrzu. Lekko przechyliłam się do przodu. Skoczyć?
_________________________________________________________________________________
Cześć wam wszystkim :) Słuchajcie nie wiem co mam zrobić z tym blogiem przez szkołę praktycznie nie mam czasu pisania rozdziałów. Czasami nawet piszę rozdziały z przymusu, więc teraz wszystko w waszych rękach wybierajcie : wolicie żebym pisała dłuższe rozdziały, ale rzadziej czy żebym pisała krótsze rodziały ale częściej?
I jak wam się podoba rozdział?
CZYTASZ = SKOMENTUJ
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
- Że ?
- Że bardzo cię kocham - zamurowało mnie. Sądziłam że ktoś taki jak on nie ma uczuć aż do teraz.Spojrzałam prosto w jego duże oczy, a on lekko się do mnie uśmiechnął. Nie wiem co ma zrobić mam totalny mętlik w głowie. Poczułam na swojej tali chłodne ręce należące do chłopaka. Przyciągnął mnie lekko do siebie a ja wtuliłam się w jego tors. Poczułam zapach drogich i bardzo ładnych męskich perfum. Mogłabym je wąchać w nieskończoność. Po chwili zamyślenia oderwałam się od chłopaka i dałam mu całusa w policzek.
- Dziękuję, że to dla mnie robisz, że się przyznałeś, ale ja nie byłam do końca z tobą szczera. - Justin zmarszczył brwi.
- To znaczy? - powiedział tym cholernie seksownym zachrypniętym głosem.
- No więc moje ... ymm uczucia wobec ciebie.. ymm.. aaamm - kiedy miałam już to powiedzieć ktoś wszedł do mojego pokoju.
- Magan mama każe wam zejść na dół na kolacje - ten ktoś kto przerwał mi wyznanie miłości do Justina to nie kto inny niż mój brat Alex.
- Nikt nie nauczył się pukać - chłopak w drzwiach zrobił głupią minę i trzepotał rzęsami, zaśmiałam się i rzuciłam poduszką w jego strone, ale ona nie zdążyła go uderzyć, ponieważ zamknął z pośpiechem drzwi.
- Hehe, więc co mi chciałaś powiedzieć?
- Może później dobrze? - ruszyłam w strone drzwi, ale Justin pociągnął mnie za nadgarstek do siebie i wylądowałam na jego kolanach.Spojrzałam prosto w jego oczy a on moje. Odległość między nami była niewielka. Spojrzałam na jego pulchne i okrągłe usta. Przygryzłam lekko wargę, miałam taką cholerną ochotę ich spróbować. Jednak z zamyśleń wyrwał mnie głos Biebera.
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej - zaczerwieniłam się i spuściłam głowę w dół. Nagle Justin podniósł mój podbródek i zbliżył się do mnie. Już byłam tak blisko by spróbować smaku jego ust, gdy znów niespodziewanie ktoś wszedł do pokoju. Tym razem nie był to Alex tylko moja mama. DZIĘKI MAMOO. Kobieta patrzyła wryta na nas. Pomachałam jej ręką przed oczami dzięki czemu ocknęła się.
- Idziecie na tą kolację? - zagadnęła
- Tak już idziemy - zaśmiałam się pod nosem a mama wyszła z pokoju. Dałam Justinowi buziaka w policzek i wstałam z jego kolan. Podałam mu rękę i poszliśmy na dół.
- No myślałem, że już nigdy nie zejdziecie. - powiedział mój tata jedząc naleśniki. Zaśmiałam się i poczułam, że Justin puszcza moją rękę.
- Gdzie idziesz? - zapytałam
- Muszę już wracać do domu bo jest późno.
- Zostań chociaż na kolację - prosiłam ale obawiałam się że na marne.
- Nie naprawdę muszę już lecieć
- No dobrze, ale odprowadzę cię - chłopak uśmiechnął się ale pokręcił przecząco głową - No a chociaż do drzwi?
- No ok. Dobranoc - zgodził się i zwrócił się do moim rodziców
- Dobranoc i jeszcze raz dziękujemy - odezwał się mój ojciec. Wyszłam z Justinem na zewnątrz i lekko się uśmiechnęłam.
- Dobranoc mała - oparł mnie o ścianę i musnął moje usta. Całował tak świetnie nagle poczułam Biebera język proszący o wejście z łatwością mu je dałam. Nasze języki walczyły o dominację. Gdy nagle Justin się ode mnie oderwał. Spojrzałam na niego pytająco.
- Przepraszam to nie powinno się wydarzyć
- Ale dlaczego przepraszasz?
- Nie rozumiem
- To co ci chciałam powiedzieć w pokoju to to że nadal cię kocham - ostatnie słowa wypowiedziałam prawie że szeptem. Chłopak zbliżył się do mnie i pocałował mnie jeszcze bardziej namiętnie niż poprzednim razem. - Kocham cię - powiedziałam w trakcie naszego pocałunku
- Ja ciebie też - poczułam, że uśmiechnął się przez pocałunek. W końcu oboje oderwaliśmy się od siebie. - To ja już muszę iść papa śliczna - przytulił mnie. Nie chciałam żeby szedł. Mogłabym przytulać się do niego całymi dniami, ale niestety
- Papa do jutra. - już nic nie powiedział tylko wszedł do swojego białego ferrari i odjechał z piskiem opon. Weszłam do środka domu i oparłam się o drzwi. Lekko przygryzłam wargę i rozmyślałam na temat jego pysznych ust. Lecz jednak z zamyśleń wyrwał mnie mój brat.
- Megan się zakochała!!!!! - zaśmiał się i uciekł, a ja bez chwili namyśleń poleciałam za nim.
- Zamknij się !- biegałam za nim po salonie, a rodzice patrzyli na nas jak na dzieci w wieku 5 lat. Wreszcie dorwałam mojego brata i rzuciłam go na sofę. Usiadłam na nim i zaczęłam go łaskotać.
- Me....Meg... hahahaahh... proszz...proszeeee ciee hahahhaahah
- Przeproś- nie przestałam go łaskotać
- Nigdy - gdy to powiedział łaskotałam go jeszcze bardziej - No okok hahaha prze.. haha przepraszam. - puściłam go i zaśmiałam się. Poszłam do kuchni i wzięłam talerz z 2 naleśnikami i udałam się do swojego pokoju. Położyłam talerz na łóżku i wzięłam laptopa i usiadłam. Postanowiłam oglądnąć jakiś film. Wybrałam "Lol" i jadłam naleśniki po 2 godzinach film się skończył. Poszłam na dół do kuchni i odłożyłam talerz do zlewu. Zobaczyłam na zegarek w salonie. Była już godzina 23:17. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam piżamę po czym ruszyłam do łazienki. Rozebrałam swoje ubrania i bieliznę po czym weszłam pod prysznic. Ciepła woda otulała moje ciało. Wzięłam mój truskawkowy żel pod prysznic i wtarłam go dokładnie w moje ciało. Po krótkim prysznicu wyszłam z kabiny prysznicowej i ubrałam na siebie piżamę. Rozczesałam swoje długie włosy i spięłam je w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku. Nie czekając zasnęłam.
Obudził mnie mój budzik. Kto to do cholery wymyślił? Wyjęłam ubrania z szafy i ubrałam je na siebie. Poszłam do łazienki rozpuściłam i rozczesałam włosy. Zeszłam na dół, zjadłam tosty, wypiłam sok pomarańczowy i poszłam na piechotę do szkoły. Kiedy weszłam do budynku znienawidzonego nie tylko przeze mnie udałam się do mojej szafki. Wpisałam szyfr, a ona sama się otworzyła. Zobaczyłam na plan lekcji pierwszą miałam Biologie. No nie pomocy nienawidzę tej lekcji! Nagle na mojej talii znalazły się czyjeś zimne ręce. Odwróciłam się i zobaczyłam promienną twarz Justina.
- Cześć kochanie - musnął mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy jesteśmy razem? - kiedy to powiedziałam Justin zmarszczył brwi.
- No myślałem że po wczorajszym too.. - nie wiedział co powiedzieć ja tylko się zaśmiałam i pocałowałam go namiętnie w usta.
- Przecież żartuję - zaśmiałam się. Udałam się na lekcję. Ta godzina była taka nudna że jeszcze 5 minut a bym zasnęła. Reszta lekcji minęła w miarę ok. Przed ostatnią lekcją była fizyka. Udała się do swojej szafki po podręcznik, gdy usłyszałam czyiś głos.
- Ej ty słyszałam że ostatnio coraz częściej włazisz chłopcom do łóżek - mogłam się założyć że to był głos Seleny. Odwróciłam się w jej strone i zobaczyłam jak śmieje się pod nosem. - Słuchaj szmato jeżeli myślisz że Justin cię kocha to się grubo myliłaś. Wczoraj był u ciebie prawda? I całowaliście się? Justin to robi bo się założył o to z kumplami. Seks z nim to też była ustawka złotko. Jak mogłaś pomyśleć że ktoś tak seksowny jak on mógł się w tobie zakochać? Idiotka - splunęła na mnie i odeszła wraz ze swoją "świtą". Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Co jeżeli to prawda co ona powiedziała. To był tylko zakład? On wykorzystał mnie do własnych celów. Jak ja mogłam mu ufać po czymś takim. Z płaczem wybiegłam z budynku i ruszyłam prosto przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie teraz iść więc biegłam wprost. Dobiegłam do jakiegoś lasu. Słyszałam szum fal. Biegłam za głosem aż dotarłam do przepaści. Zerknęłam w dół i zobaczyłam ocean obijający się o skały. A więc tak ma się skończyć moje życie? Przybliżyłam się tak że połowa moich stóp była już w powietrzu. Lekko przechyliłam się do przodu. Skoczyć?
_________________________________________________________________________________
Cześć wam wszystkim :) Słuchajcie nie wiem co mam zrobić z tym blogiem przez szkołę praktycznie nie mam czasu pisania rozdziałów. Czasami nawet piszę rozdziały z przymusu, więc teraz wszystko w waszych rękach wybierajcie : wolicie żebym pisała dłuższe rozdziały, ale rzadziej czy żebym pisała krótsze rodziały ale częściej?
I jak wam się podoba rozdział?
CZYTASZ = SKOMENTUJ
piątek, 17 stycznia 2014
Rozdział 17
Płakałam strasznie, w końcu ta wiadomość nie była wspaniała. Nie rozumiem czemu byłam tak naiwna i głupia, że weszłam do tego samochodu. Ale wracając, do sali wszedł nie kto inny niż Justin. Tylko niego mi tutaj brakowało. Już mam dość tego wszystkiego, a to że on tu przyszedł wcale mi nie pomaga. Spojrzał na mnie smutny czyli zakładam, że wie co się stało, że poroniłam.
- Cześć - powiedział siadając koło mnie, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej. Teraz najlepiej dla mnie było by gdyby on stąd wyszedł. - Spokojnie - pogłaskał mnie delikatnie po ręce i lekko ją pocałował. Szybko wyrwałam ją z jego ucisku.
- Zostaw mnie - powiedziałam szeptem i skryłam twarz pod swoimi włosami.
- Będzie dobrze - podniosłam głowę do góry
- Będzie dobrze? Będzie dobrze?!!!! Człowieku ty rozumiesz że zabiłam własne dziecko!
- Nie zabiłaś go. To nie twoja wina że jakiś idiota nie umie zapanować nad kierownicą. Najważniejsze że tobie się nic nie stało.
- Wolałabym życie oddać za własne dziecko. I to jest tylko i wyłącznie moja wina bo wsiadłam do tego samochodu.
- Nie obwiniaj siebie, to ja powinienem cię zatrzymać. - zapadła cisza. Co on sobie myśli przyjdzie do szpitala udaje że mu na mnie zależy i wszystko będzie ok ? Nie. Właśnie że nie. - Ciesz się że żyjesz mogło być gorzej.
- Widzę że się w ogóle nie przejąłeś, że właśnie straciłam dziecko i na dodatek TWOJE dziecko.
- Co ?? Myślisz że w ogóle się tym nie przejąłem. Mnie też to boli. - ta jasne - Przepraszam cię. Przepraszam cię za to, że przeze mnie tyle cierpisz. Zrozum mnie że tamtej nocy byłem naćpany i nie wiedziałem co robię. Nie umiałem nad tym zapanować.
- Mam dość słuchania jak kłamiesz wyjdź stąd - odwróciłam głowę w drugą stronę
- Ale..
- Wyjdź stąd! - przerwałam mu. Bieber nie miał siły się ze mną sprzeczać więc spełnił moje życzenie i wyszedł z sali w której leżałam. On tego nie rozumie co to jest stracić własne dziecko i na dodatek w Boże Narodzenie. Z zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza.
- Tak? - spojrzałam pytająco
- Pewnie chce pani spędzić święta ze swoją rodziną, więc może pani już się wypisać ze szpitala. Pani stan jest w normie jest pani tylko potłuczona. Pielęgniarki będą panią codziennie odwiedzać.
- Dobrze dziękuję - pielęgniarki odczepiły od mojego ciała te różne kabelki.i wyszły. Wstałam z łóżka i również opuściłam pomieszczenie.Przy drzwiach stał Justin, gdy widział że idę w stronę wyjścia podbiegł i dorównał mi kroku.
- Czekaj!
- Czego chcesz? - zatrzymałam się przy wyjściu
- Twoi rodzice kazali mi cię wziąć bo nie dali rady przyjechać.
- Już ci uwierzę ..
- Jak nie wierzysz to masz - podał mi swój telefon - zadzwoń do nich
- Dobra wierzę
- Nie gniewaj się - popatrzyłam na niego pytająco - zacznijmy od początku proszę cię dziś Boże Narodzenie Meg proszę
- Nie wiem. Jedź muszę być wcześnie w domu. - jak powiedziałam tak zrobił. Po 20 minutach byłam już przy drzwiach swojego domu. Justin czekał w aucie i patrzył czy wchodzę do domu. Niestety dom był zamknięty od środka, więc zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mój tata.
- Cześ tato - uściskałam go mocno.
- Hej córciu. To Justin jest w tym aucie?
- Tak, a co?
- Może zechciałby zostać u nas chociażby przez chwilkę.
- Tatoo, nie proszę cię
- Zawołaj go tutaj - powiedział na co ja z niechęcią ruszyłam się z miejsca i podeszłam do auta i zapukałam w szybę ze strony kierowcy, która po chwili odsunęła się.
- Tak? - popatrzył się na mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. Jejuu czemu on musi być taki idealny. Chwila co? Idealny? Przecież to jest osoba której tak bardzo nienawidzę i powinnam sobie coś zrobić za to że tak pomyślałam. Ale wracając...
- Mój tata woła cię abyś został chociażby na chwilkę jeżeli nie masz nic przeciwko - powiedziałam od niechcenia.
- Nie no spoko - Justin wyszedł z pojazdu i szedł z mną do mojego domu. Weszliśmy do środka, a tata już od samego progu przywitał Justina.
- Witaj synu, bardzo ci dziękuję za to że tak zadbałeś o moją córkę. Wiele dla naszej rodziny robisz i za to jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy drobiazg
- Ja ide do siebie - przerwałam tą jakże interesującą rozmowę. Weszłam do pokoju rzuciłam torbę na fotel i położyłam się skulona na łóżku, a po moim policzku spływały pojedyncze łzy. Nie wierze że straciłam własne dziecko, którego nawet jeszcze nie znałam i nie mogłam zobaczyć. Wszystko przez to że wsiadłam do samochodu. Z zamyśleń wyrwał mnie głos pukania do drzwi. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a drzwi się otworzyły. Usiadłam i skuliłam nogi. Osoba która tu weszła to Bieber, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zobaczył że płaczę i od razu podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Tego mi właśnie było trzeba przytulenie się do kogoś i wypłakać się. Justin gładził ręką moje włosy i plecy.
- Spokojnie wiem co czujesz - pocałował mnie w czoło i przytulił jeszcze mocniej.
- Dziękuję, ale jednego nie rozumiem
- Czego nie rozumiesz? - podniosłam się i otarłam oczy.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
_________________________________________________________________________________
Hej tak wiem rozdział beznadziejny. Przepraszam że nie dotrzymałam obietnicy tylko wiecie szkoła trzeba podciągnąć stopnie i nawet nie mam czasu żeby pisać. No ale postaram się dodawać rozdziały trochę częściej.
BARDZO WAS PRZEPRASZAM
- Cześć - powiedział siadając koło mnie, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej. Teraz najlepiej dla mnie było by gdyby on stąd wyszedł. - Spokojnie - pogłaskał mnie delikatnie po ręce i lekko ją pocałował. Szybko wyrwałam ją z jego ucisku.
- Zostaw mnie - powiedziałam szeptem i skryłam twarz pod swoimi włosami.
- Będzie dobrze - podniosłam głowę do góry
- Będzie dobrze? Będzie dobrze?!!!! Człowieku ty rozumiesz że zabiłam własne dziecko!
- Nie zabiłaś go. To nie twoja wina że jakiś idiota nie umie zapanować nad kierownicą. Najważniejsze że tobie się nic nie stało.
- Wolałabym życie oddać za własne dziecko. I to jest tylko i wyłącznie moja wina bo wsiadłam do tego samochodu.
- Nie obwiniaj siebie, to ja powinienem cię zatrzymać. - zapadła cisza. Co on sobie myśli przyjdzie do szpitala udaje że mu na mnie zależy i wszystko będzie ok ? Nie. Właśnie że nie. - Ciesz się że żyjesz mogło być gorzej.
- Widzę że się w ogóle nie przejąłeś, że właśnie straciłam dziecko i na dodatek TWOJE dziecko.
- Co ?? Myślisz że w ogóle się tym nie przejąłem. Mnie też to boli. - ta jasne - Przepraszam cię. Przepraszam cię za to, że przeze mnie tyle cierpisz. Zrozum mnie że tamtej nocy byłem naćpany i nie wiedziałem co robię. Nie umiałem nad tym zapanować.
- Mam dość słuchania jak kłamiesz wyjdź stąd - odwróciłam głowę w drugą stronę
- Ale..
- Wyjdź stąd! - przerwałam mu. Bieber nie miał siły się ze mną sprzeczać więc spełnił moje życzenie i wyszedł z sali w której leżałam. On tego nie rozumie co to jest stracić własne dziecko i na dodatek w Boże Narodzenie. Z zamyśleń wyrwał mnie głos lekarza.
- Tak? - spojrzałam pytająco
- Pewnie chce pani spędzić święta ze swoją rodziną, więc może pani już się wypisać ze szpitala. Pani stan jest w normie jest pani tylko potłuczona. Pielęgniarki będą panią codziennie odwiedzać.
- Dobrze dziękuję - pielęgniarki odczepiły od mojego ciała te różne kabelki.i wyszły. Wstałam z łóżka i również opuściłam pomieszczenie.Przy drzwiach stał Justin, gdy widział że idę w stronę wyjścia podbiegł i dorównał mi kroku.
- Czekaj!
- Czego chcesz? - zatrzymałam się przy wyjściu
- Twoi rodzice kazali mi cię wziąć bo nie dali rady przyjechać.
- Już ci uwierzę ..
- Jak nie wierzysz to masz - podał mi swój telefon - zadzwoń do nich
- Dobra wierzę
- Nie gniewaj się - popatrzyłam na niego pytająco - zacznijmy od początku proszę cię dziś Boże Narodzenie Meg proszę
- Nie wiem. Jedź muszę być wcześnie w domu. - jak powiedziałam tak zrobił. Po 20 minutach byłam już przy drzwiach swojego domu. Justin czekał w aucie i patrzył czy wchodzę do domu. Niestety dom był zamknięty od środka, więc zadzwoniłam do drzwi, które po chwili otworzył mój tata.
- Cześ tato - uściskałam go mocno.
- Hej córciu. To Justin jest w tym aucie?
- Tak, a co?
- Może zechciałby zostać u nas chociażby przez chwilkę.
- Tatoo, nie proszę cię
- Zawołaj go tutaj - powiedział na co ja z niechęcią ruszyłam się z miejsca i podeszłam do auta i zapukałam w szybę ze strony kierowcy, która po chwili odsunęła się.
- Tak? - popatrzył się na mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. Jejuu czemu on musi być taki idealny. Chwila co? Idealny? Przecież to jest osoba której tak bardzo nienawidzę i powinnam sobie coś zrobić za to że tak pomyślałam. Ale wracając...
- Mój tata woła cię abyś został chociażby na chwilkę jeżeli nie masz nic przeciwko - powiedziałam od niechcenia.
- Nie no spoko - Justin wyszedł z pojazdu i szedł z mną do mojego domu. Weszliśmy do środka, a tata już od samego progu przywitał Justina.
- Witaj synu, bardzo ci dziękuję za to że tak zadbałeś o moją córkę. Wiele dla naszej rodziny robisz i za to jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy drobiazg
- Ja ide do siebie - przerwałam tą jakże interesującą rozmowę. Weszłam do pokoju rzuciłam torbę na fotel i położyłam się skulona na łóżku, a po moim policzku spływały pojedyncze łzy. Nie wierze że straciłam własne dziecko, którego nawet jeszcze nie znałam i nie mogłam zobaczyć. Wszystko przez to że wsiadłam do samochodu. Z zamyśleń wyrwał mnie głos pukania do drzwi. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a drzwi się otworzyły. Usiadłam i skuliłam nogi. Osoba która tu weszła to Bieber, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zobaczył że płaczę i od razu podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Tego mi właśnie było trzeba przytulenie się do kogoś i wypłakać się. Justin gładził ręką moje włosy i plecy.
- Spokojnie wiem co czujesz - pocałował mnie w czoło i przytulił jeszcze mocniej.
- Dziękuję, ale jednego nie rozumiem
- Czego nie rozumiesz? - podniosłam się i otarłam oczy.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - powiedziałam na co ona uśmiechnął się i lekko zaśmiał - Z czego się śmiejesz?
- Nie nic. Ty serio nie wiesz? - pokiwałam głową przecząco - Może dlatego że...
_________________________________________________________________________________
Hej tak wiem rozdział beznadziejny. Przepraszam że nie dotrzymałam obietnicy tylko wiecie szkoła trzeba podciągnąć stopnie i nawet nie mam czasu żeby pisać. No ale postaram się dodawać rozdziały trochę częściej.
BARDZO WAS PRZEPRASZAM
piątek, 13 grudnia 2013
Rozdział 16
- Czyli co? To znaczy że mnie kochasz? - powiedział siadając koło mnie na łóżku. Ta chwila była taka niezręczna. Sama nie wiem co o tym myśleć. Zgwałcił mnie i mnie zranił, ale i tak nie potrafie o nim zapomnieć.
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
- Nie. To znaczy że cię nienawidzę i chce żebyś dał mi święty spokój! - okryłam się kołdrą do samych uszu dając wyraźny znak Bieberowi że nie chce mi się z nim gadać. Nie mogłam zasnąć, ponieważ myślałam o moich uczuciach co do Justina. Zachował się jak męska dziwka. Jak on mógł po tym wszystkim myśleć że ja go kocham. Fakt, powiedziałam mu że to był błąd że się w nim ZAKOCHAŁAM, no ale już go nie kocham. Chyba. Tak myślę. Usiadłam na łóżku rozejrzałam się dookoła, Bieber leżał na podłodze okryty kocem.Trochę było mi go szkoda, no ale nie będzie ze mną spał. Z powrotem się położyłam i zapominając już o wszystkim zasnęłam.
Siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie. Justin zszedł na dół i usiadł przy stole.
- Kurwa czemu drzesz się tymi garami nie dajesz wyspać się człowiekowi.
- Przepraszam - odpowiedziałam cichutko
- Kurwa nie przepraszaj tylko daj żarcie bo muszę zaraz spotkać się z kumplami - Justin traktował mnie jak jakąś szmatę kazał mi sprzątać gotować a nawet miałam mu pomóc w przenoszeniu nowych mebli. Jestem w 8 miesiącu ciąży i jestem wykończona. Czuje że to może zagrozić mojemu dziecku. Nagle poczułam mocny ucisk w podbrzuszu i opadłam na podłogę. - Kurwa co ty do cholery jasnej wyprawiasz wstawaj i daj mi to pieprzone jedzenie. - Czułam jakby coś we mnie umierało a to coś to było moje dziecko. Trace je. Nie mogę w to uwierzyć, nasze dziecko właśnie umiera, a Bieber jeszcze narzeka że mu śniadania nie dałam. Nasze dziecko już było na innym świecie. Już nic nie mogłam zdziałać. Płakałam i nie mogłam w to uwierzyć, że straciłam własne dziecko.
- NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! -zaczęłam krzyczeć na cały dom przez co obudziłam Justina.
- Co się stało? - podszedł do mnie i usiadł koło mnie na łóżku. Zaczęłam płakać i chwyciłam się za brzuch. Justin położył rękę na moim ramieniu i lekko pocierał je. Ze szlochem wtuliłam się w nagą klatkę Justina. Chłopak próbował mnie uspokoić. Ręką zaczął gładzić moje włosy i wtulił mnie w siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - powiedziałam prawie szeptem, odchyliłam lekko głowę do góry i popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się do mnie - Kocham cię - powiedział na co ja się uśmiechnęłam tak alby on nie zauważył. - Już lepiej ?
- Tak - powiedziałam szeptem
- To wskakuj pod kołdrę i się wyśpij - zrobiłam tak jak powiedział i ponownie zasnęłam. Tym razem nie miałam żadnych snów. O 10 rano obudziło mnie pukanie od drzwi.
- Proooooszee - przeciągnęłam. Nagle drzwi się otworzyły a zza nich ujawniła się twarz Justina.
- Przyniosłem ci śniadanie - było miło z jego strony, ale jeżeli myślał, że mu się uda wzbudzić we mnie zachwyt to się mylił. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj wieczorem stosunek między mną a nim nie zmieniły się.
- Nie trzeba i tak już jadę do domu - powiedziałam obojętnie i wstałam z łóżka. Justin patrzył na mnie zmieszany.
- Ale jak to ?
- Tak to, że dziś jest Boże Narodzenie i mam zamiar spędzić je ze swoją rodziną. - nie czekałam na jego odpowiedź tylko poszłam do łazienki. Przebrałam się w ubrania z wczoraj,umyłam zęby,uczesałam się i lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki a Bieber stał nadal w tym samym miejscu i patrzył na jeden punkt, gdy nagle jego wzrok utkwił na mnie. Uśmiechnął się, ale ja to zignorowałam. Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i jedli popcorn.
- Ja będę spadać - uśmiechnęłam się do nich i pomachałam, w odpowiedzi dostałam ten sam gest. Wyszłam z mieszkania Miley i ruszyłam chodnikiem w stronę domu nie ukrywam że miałam spory kawał drogi, no ale cóż jak trzeba to trzeba. Czekałam na światłach aż będę mogła przejść, gdy nagle zatrzymał się jakiś koleś.
- Hej małą. Podwieźć cię? - rozsunął szybę i ściągnął okulary przeciw słoneczne. W zimę? BRAWO. Ale wracając do jego propozycji to nie wiedziałam co zrobić przecież ja tego kolesia nawet nie znam a jak zrobi mi krzywdę, no ale z drugiej strony muszę pomóc mamie przy potrawach. Niestety ale musiałam,uległam. Nic się nie odezwałam tylko obeszłam auto dookoła i wsiadłam. - Pod jaki adres panienko?
- Na hold street.
- Robi się - uśmiechnął się i założył okulary z powrotem - To jak cię zwą?
- Meg. Megan
- No tak wszystko jasne
- Że co?
- Ładna dziewczyna musi mieć ładne imię - uśmiechnął i popatrzył się w moją stronę. Gapił się tak chwilę, aż zaniepokoiłam się, ponieważ stracił panowanie nad jazdą.
- Co ty robisz?!! - krzyknęłam. Dalej nic nie pamiętam. "Uciął mi się film". Obudziłam się w chłodnym pomieszczeniu. Dookoła mnie różne kabelki podpięte do mnie. Zrozumiałam, że jestem w szpitalu. Nagle do sali, w której byłam wszedł doktor.
- O obudziła się pani. Jak się pani czuje? - podszedł do mojego łóżka i wpisując coś w papierach zerkał na mnie.
- Dobrze. Może pan mi powiedzieć co się stało? - lekko się podniosłam na łokciach i jeszcze raz się rozejrzałam po pomieszczeniu.
- Miała pani wypadek. - nagle przypomniałam sobie o zdarzeniach z ostatnich 6 godzin. Nagle złapałam się za brzuch.
- Co z moim dzieckiem?
- Jakim dzieckiem? - spojrzał na mnie zaskoczony
- Jestem w ciąży.
- A tak. Tu nie mam dla pani najlepszych wiadomości. - nagle zrobiło mi się szaro przed oczami, ale byłam silna nie dałam się. - Pani dziecko ... Nie żyje. Poroniła pani. - nagle po moich policzkach spłynęły łzy chciałam też umrzeć. To coś strasznego dowiedzieć się że własne dziecko nie żyje. Doktor opuścił salę, ale po chwili ktoś wszedł tu, za to nie był to lekarz. Ktoś zupełnie inny...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodaje rozdziałów, ale nie zawsze mam na to czas tak na marginesie dodam że wczoraj miałam urodziny więc w dobrym humorze dodałam ten rozdział. Dziękuję wam za komentarze dzięki nim bardziej pamiętam o tym blogu i to wy mnie motywujecie do tego żeby pisać. Dziękuję wam kochani. <3
CZYTASZ = SKOMENTUJ ;)
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 15
* NASTĘPNEGO DNIA*
* U M E G A N *
Obudziłam się o godzinie 10:20. W nocy nie mogłam zasnąć myślałam o Alex'ie i naszej wczorajszej rozmowie. Nadal się zastanawiam kim dla mnie jest Justin. Sama nie wiem co czuję. Oczywiście, że nadal jest coś między mną a nim, ale nie jest łatwo wybaczyć coś takiego. Jeszcze nie dotarło do mnie to co się stało przecież to było zaledwie kilka dni temu. Straciłam do niego zaufanie. Czuję się jak w jakiejś klatce. Wszystko w moim życiu się sypie i to wszystko wina jednego człowieka. Zawładnął mną a później zostawił. Z rozmyśleń wyrwała mnie mama.
- Megan skarbie musisz mi pomóc przy potrawach. Dziś są święta.
- Dobrze. A co z Alex'em?
- Lekarz pozwolił mu przebywać w domu, ale musi uważać na siebie i dużo odpoczywać. Aha właśnie, pasuje żebyś po niego za 2 godziny pojechała do szpitala, bo ja nie dam rady zresztą sama widzisz ile przede mną pracy, a twój ojciec ma jakieś spotkanie biznesowe.
- W święta?
- Niestety tak.
- No dobrze. - poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w ten zestaw [LINK]. Zeszłam na dół, poszłam do kuchni i zajęłam się przygotowywaniem potraw. Popatrzyłam na godzinę i postanowiłam pojechać po Alex'a. Wzięłam kluczyki i wyszłam z domu. Otworzyłam garaż, gdy nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Odwróciłam się. Justin.
- Czego chcesz? - powiedziałam wkurzona.
- Przyszedłem zapytać jak się trzymasz.
- Jest okay. - spławiłam go - Masz odpowiedź, a teraz możesz sobie już iść. - Justin odszedł a ja wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i odjechałam. Po kilkunastu minutach drogi byłam na miejscu. Weszłam do środka i poszłam do sali Alex'a.
- Hej Alex - uśmiechnęłam się do brata i go przytuliłam.
- Meg! - uśmiechnął się i odwzajemnił mój gest. Wyszliśmy ze szpitala. - Czy to przypadkiem nie Justin idzie w naszą stronę?
- Że co? - popatrzyłam się w stronę którą wskazywał chłopiec ręką. - O nie szybko chodź do auta może nas nie zauważy. - Nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
- No hej - zaśmiał się Justin.
- Śledzisz mnie?!
- Że co oczywiście że nie.
- To co tu robisz?
- Poszedłem na spacer.
- Yhm... Więc jak pozwolisz mogę wsiąść do auta - zignorowałam go.
- Czekaj!
- Co? - odwróciłam się do niego przodem. Jego czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie od dołu do góry. Czułam się nieswojo i zarumieniłam się.
- Dziś są święta, a wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama. Proponuję, żebyśmy wszyscy wpadli do niej.
- Ok - wsiadłam do samochodu gwałtownie zamykając drzwi i odjechałam z piskiem opon.
- Megan? - odezwał się Alex
- Ymm?
- Justin cię kocha
- Haha skąd taki pomysł?
- Widzę jak na ciebie patrzy. Może wydawać się to głupie ale taka jest prawda. - nie odezwałam się ani słowem całą drogę do domu rozmyślałam o tym co mi właśnie powiedział brat. Wróciliśmy do domu, rodzice przywitali Alex'a , ja poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w sukienkę do kolan z białej koronki i brązowy pasek wokół talii. Do zestawu ubrałam brązowe obcasy na platformie i naszyjnik w kształcie serca. Zakręciłam loki i pomalowałam się. W pełni gotowa zeszłam na dół. Wszyscy czekali tylko na mnie. Jak zawsze we Wigilię czytaliśmy Pismo Święte i zasiedliśmy do stołu, połamaliśmy się opłatkiem i przyszedł czas na prezenty. Wymieniliśmy się prezentami. Zawsze było tak że rodzice kupowali mi prezenty, które nie za bardzo mi się podobały, lecz dziś na prawdę się postarali. Mama kupiła mi bilet na koncert The Wonted, a tata kupił mnóstwo misiów dla dziecka. Za to Alex kupił mi przepiękny naszyjnik z kolczykami.
- Mamo?
- Tak córeczko?
- Bo zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
- O czym?
- Bo wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama w święta, postanowiliśmy ją odwiedzić żeby nie była sama.
- Oczywiście tata cię podwiezie.
- Dobrze. - pojechaliśmy i byłam na miejscu po 5 min. Zadzwoniłam do drzwi.
- Hej - otworzył je i mnie wpuścił
- Cześć - powiedziałam oschle i ruszyłam w głąb domu. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam koło Miley.
- Dziękuję wam że przyszliście tutaj dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa że was mam.
- Nie masz za co dziękować - odezwał się Justin. Wszyscy pogadaliśmy i postanowiliśmy obejrzeć film tym razem komedie. Śmialiśmy się do woli. Była już godzina 2:41. Wszyscy byliśmy wyczerpani, więc poszliśmy spać.
- To tak mamy dwa łóżka podwójne i jedno jednoosobowe które zajmuje ja, więc zróbmy tak że Zayn będzie spał z Nicole, a Magan z Justin'em.
- kurwa. - powtarzałam w myśli. Trudno. Weszłam do pokoju przebrana w piżamę i położyłam się. Nagle do pokoju wszedł nie kto inny niż pan Justin. Popatrzył tylko na mnie przygryzając dolną wargę, a ja nie zwracając na niego uwagi odwróciłam się i udawałam że śpię.
- Przestaniesz wreszcie - krzyknął
- Ale co ja ci człowieku robię?
- Przecież widzę że zachowujesz się tak jakby mnie nie było.
- I BYŁOBY FAJNIE GDYBY SERIO CIĘ TU NIE BYŁO!
- Wiem że to co zrobiłem zraniło cię, ale musisz zrozumieć, że tak łatwo nie odpuszczę. Nigdy się nie poddam. Wiem że jeszcze coś czujesz do mnie i nie zaprzeczaj. Żałuję tego co zrobiłem i przepraszam za wszystko.
- A wiesz czego ja żałuję? Że się w tobie zakochałam!!!
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam czasu pisać tyle się u mnie dzieje że masakra. Prosze o komentarze i więcej wyświetleń bo ostatnio jest coraz słabiej. Liczę na was ;).
Dziękuję za wszystkie komentarze całkiem szczerze.
Kocham was bardzo, bardzo mocno <3.
* U M E G A N *
Obudziłam się o godzinie 10:20. W nocy nie mogłam zasnąć myślałam o Alex'ie i naszej wczorajszej rozmowie. Nadal się zastanawiam kim dla mnie jest Justin. Sama nie wiem co czuję. Oczywiście, że nadal jest coś między mną a nim, ale nie jest łatwo wybaczyć coś takiego. Jeszcze nie dotarło do mnie to co się stało przecież to było zaledwie kilka dni temu. Straciłam do niego zaufanie. Czuję się jak w jakiejś klatce. Wszystko w moim życiu się sypie i to wszystko wina jednego człowieka. Zawładnął mną a później zostawił. Z rozmyśleń wyrwała mnie mama.
- Megan skarbie musisz mi pomóc przy potrawach. Dziś są święta.
- Dobrze. A co z Alex'em?
- Lekarz pozwolił mu przebywać w domu, ale musi uważać na siebie i dużo odpoczywać. Aha właśnie, pasuje żebyś po niego za 2 godziny pojechała do szpitala, bo ja nie dam rady zresztą sama widzisz ile przede mną pracy, a twój ojciec ma jakieś spotkanie biznesowe.
- W święta?
- Niestety tak.
- No dobrze. - poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w ten zestaw [LINK]. Zeszłam na dół, poszłam do kuchni i zajęłam się przygotowywaniem potraw. Popatrzyłam na godzinę i postanowiłam pojechać po Alex'a. Wzięłam kluczyki i wyszłam z domu. Otworzyłam garaż, gdy nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Odwróciłam się. Justin.
- Czego chcesz? - powiedziałam wkurzona.
- Przyszedłem zapytać jak się trzymasz.
- Jest okay. - spławiłam go - Masz odpowiedź, a teraz możesz sobie już iść. - Justin odszedł a ja wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i odjechałam. Po kilkunastu minutach drogi byłam na miejscu. Weszłam do środka i poszłam do sali Alex'a.
- Hej Alex - uśmiechnęłam się do brata i go przytuliłam.
- Meg! - uśmiechnął się i odwzajemnił mój gest. Wyszliśmy ze szpitala. - Czy to przypadkiem nie Justin idzie w naszą stronę?
- Że co? - popatrzyłam się w stronę którą wskazywał chłopiec ręką. - O nie szybko chodź do auta może nas nie zauważy. - Nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
- No hej - zaśmiał się Justin.
- Śledzisz mnie?!
- Że co oczywiście że nie.
- To co tu robisz?
- Poszedłem na spacer.
- Yhm... Więc jak pozwolisz mogę wsiąść do auta - zignorowałam go.
- Czekaj!
- Co? - odwróciłam się do niego przodem. Jego czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie od dołu do góry. Czułam się nieswojo i zarumieniłam się.
- Dziś są święta, a wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama. Proponuję, żebyśmy wszyscy wpadli do niej.
- Ok - wsiadłam do samochodu gwałtownie zamykając drzwi i odjechałam z piskiem opon.
- Megan? - odezwał się Alex
- Ymm?
- Justin cię kocha
- Haha skąd taki pomysł?
- Widzę jak na ciebie patrzy. Może wydawać się to głupie ale taka jest prawda. - nie odezwałam się ani słowem całą drogę do domu rozmyślałam o tym co mi właśnie powiedział brat. Wróciliśmy do domu, rodzice przywitali Alex'a , ja poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w sukienkę do kolan z białej koronki i brązowy pasek wokół talii. Do zestawu ubrałam brązowe obcasy na platformie i naszyjnik w kształcie serca. Zakręciłam loki i pomalowałam się. W pełni gotowa zeszłam na dół. Wszyscy czekali tylko na mnie. Jak zawsze we Wigilię czytaliśmy Pismo Święte i zasiedliśmy do stołu, połamaliśmy się opłatkiem i przyszedł czas na prezenty. Wymieniliśmy się prezentami. Zawsze było tak że rodzice kupowali mi prezenty, które nie za bardzo mi się podobały, lecz dziś na prawdę się postarali. Mama kupiła mi bilet na koncert The Wonted, a tata kupił mnóstwo misiów dla dziecka. Za to Alex kupił mi przepiękny naszyjnik z kolczykami.
- Mamo?
- Tak córeczko?
- Bo zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
- O czym?
- Bo wiesz że rodzice Miley są za granicą i jest sama w święta, postanowiliśmy ją odwiedzić żeby nie była sama.
- Oczywiście tata cię podwiezie.
- Dobrze. - pojechaliśmy i byłam na miejscu po 5 min. Zadzwoniłam do drzwi.
- Hej - otworzył je i mnie wpuścił
- Cześć - powiedziałam oschle i ruszyłam w głąb domu. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam koło Miley.
- Dziękuję wam że przyszliście tutaj dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa że was mam.
- Nie masz za co dziękować - odezwał się Justin. Wszyscy pogadaliśmy i postanowiliśmy obejrzeć film tym razem komedie. Śmialiśmy się do woli. Była już godzina 2:41. Wszyscy byliśmy wyczerpani, więc poszliśmy spać.
- To tak mamy dwa łóżka podwójne i jedno jednoosobowe które zajmuje ja, więc zróbmy tak że Zayn będzie spał z Nicole, a Magan z Justin'em.
- kurwa. - powtarzałam w myśli. Trudno. Weszłam do pokoju przebrana w piżamę i położyłam się. Nagle do pokoju wszedł nie kto inny niż pan Justin. Popatrzył tylko na mnie przygryzając dolną wargę, a ja nie zwracając na niego uwagi odwróciłam się i udawałam że śpię.
- Przestaniesz wreszcie - krzyknął
- Ale co ja ci człowieku robię?
- Przecież widzę że zachowujesz się tak jakby mnie nie było.
- I BYŁOBY FAJNIE GDYBY SERIO CIĘ TU NIE BYŁO!
- Wiem że to co zrobiłem zraniło cię, ale musisz zrozumieć, że tak łatwo nie odpuszczę. Nigdy się nie poddam. Wiem że jeszcze coś czujesz do mnie i nie zaprzeczaj. Żałuję tego co zrobiłem i przepraszam za wszystko.
- A wiesz czego ja żałuję? Że się w tobie zakochałam!!!
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale nie mam czasu pisać tyle się u mnie dzieje że masakra. Prosze o komentarze i więcej wyświetleń bo ostatnio jest coraz słabiej. Liczę na was ;).
Dziękuję za wszystkie komentarze całkiem szczerze.
Kocham was bardzo, bardzo mocno <3.
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 14
- Megan zaczekaj! - nie słuchałam go i szłam dalej przed siebie. - Czemu mi nie powiedziałaś? Przecież to jest moje dziecko prawda? Jestem jego ojcem i powinienem wiedzieć.
- Ale po co? - zatrzymałam się w parku. - Moje dziecko ma być nieszczęśliwe bo jego tata ma go w nosie?!
- Przecież ja się będę opiekował tym dzieckiem. Ja ci pomogę. - złapał mnie za rękę. - Będzie dobrze - powiedział prawie szeptem.
- Nic nie będzie dobrze Justin! - krzyczałam
- Nie rozumiesz że mi na tobie zależy?!!
- Tak bardzo ci zależy na mnie i na bliskości ze mną że wolałeś iść po narkotyki niż być ze mną. Zdecyduj się człowieku. - poszłam dalej. Zaskoczyło mnie to że Justin nie próbował się nadal ze mną kłócić tylko został. Wiem, że nie mogę zabronić mu widywać się z tym dzieckiem. Chcę mu wybaczyć ale nie umiem. Po czymś takim to jest w ogóle nie możliwe.
Jutro są święta, więc będę musiała mamie pomóc w kuchni. Poszłam do supermarketu i kupiłam potrzebne składniki. Wróciłam do domu i odłożyłam zakupy do kuchni.
- Cześć córeczko - powiedziała mama
- Czemu do niej mówisz córeczko, a do mnie nie powiesz synku? - oburzył się Alex. Mama się zaśmiała.
- Ja w tym roku chce piec ciasta - oznajmiłam.
- Dobrze - powiedziała ucieszona mama. Upiekłam 2 ciasta i zrobiłam sobie przerwę. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Zayn wysłał mi właśnie sms-a czy mam dziś czas do niego wpaść, bo ponoć wszyscy mają u niego być. Zgodziłam się i przebrałam się w białą koszulę i jasne jeansy. Podjechałam pod dom Zayn'a i zadzwoniłam do drzwi.
- O wreszcie jesteś czekamy tylko na ciebie - uśmiechnął się. Weszłam do środka i pierwsze co zobaczyłam to Selena. Co ona tu kurwa robiła? Ale to nie wszystko siedziała na czyichś kolanach, a mówiąc czyichś mam na myśli Justina. Wczoraj mi powiedział że z nią zerwał a teraz co? Bawi tylko się bezczelnie moimi uczuciami. Myliłam się co do niego. To nadal ten głupi Justin co mnie tak nienawidzi a ja jego. Brązowe oczy Justina spoglądały cały czas na mnie. Obserwowały każdy mój ruch.
- Hej - odezwał się pierwszy.
- Hej - powiedziałam chłodno i chciałam usiąść ale jedyne miejsce było właśnie koło Biebera. Kurwa. Trudno, usiadłam.
- Ładnie wyglądasz - szepnął mi do ucha.
- Odwal się, masz swoją Selenkę. - powiedziałam patrząc się mu prosto w oczy. Odwróciłam wzrok w przeciwną stronę. - To co robimy?
- No nie wiem może butelka? - powiedziała Miley
- Jak dla mnie spoko - usiadłam na podłodze, a reszta dosiadła się oprócz Seleny.
- Fuuuu... ja nie będę siedziała na podłodze to takie nie higieniczne i na dodatek pogniotę sobie sukienkę. - oburzyła się brunetka. Nie zwracaliśmy na nią uwagi. Pierwszy zaczął kręcić Zayn. Wypadło na Justina.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Zakochałeś się w kimś aż tak bardzo że mógłbyś się za tą osobę zabić?
- Tak. - odpowiedział i patrzył się na mnie.
- Och pysiu. Ja ciebie też lofciam. - odezwała się ta debilka.
- Taa - powiedział oschle. Teraz kręcił Justin. Wypadło na Miley.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Hmm... Ilu miałaś chłopaków?
- 3 - Miley zaczęła kręcić i wypadło na Zayn'a
- Prawda.
- Czemu chodzisz z Nicole?
- Bo jest seksowna i kocham ją. - Nicole się zarumieniła i dała mu całusa. Czemu tak nie może być ze mną i Justinem ? Pytam się. Teraz wypadło na mnie.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Ej no weźź... cały czas jest prawda weź wyzwanie.
- No dobra.
- Więc, masz zatańczyć na tym stole seksowny taniec.
- Hahha ok. - stanęłam pewna siebie na stole i zaczęłam się poruszać. Justin "lampił" się na mnie. Cieszyła się z tego bo chciałam żeby zobaczył co stracił. Bieber przygryzał dolną wargę patrząc na mój taniec. Zeszłam ze stołu i usiadłam w kole . Po jakimś czasie znów wypadło na mnie.
- Czego o tobie jeszcze nie wiemy? - zapytała się Miley.
- No więc... wiecie wszystko oprócz...
- Oprócz czego? -zapytał zaciekawiony Zayn.
- No bo ja... jestem w ciąży.
- Co?! Kto by cię chciał - odezwała się Selenka.
- Zamknij się! - powiedział chamsko Justin do swej dziewczyny.
- Bronisz jej?
- Tak bronie masz z tym jakiś problem? - Selena tylko zrobiła buźkę "zbitego pieska" i zamilkła.
- Ale kto jest ojcem tego dziecka? - zapytała Miley, a ja spoglądałam na Justina, a on na mnie.
- Kiedyś się dowiecie - powiedziałam nie odrywając wzroku od Justina. Wróciłam do domu. Nikogo nie było. Postanowiłam zadzwonić do mamy. Dowiedziałam się czegoś strasznego. łzy mi spływały po policzkach. Alex miał wypadek auto go potrąciło. Ponoć uciekał z domu. Ale dlaczego on to zrobił? Rodzice pojechali do szpitala moim autem, więc nie miałam innego wyboru niż iść pieszo. Wyszłam z domu i zamknęłam go. Krztusiłam się płaczem. Szłam przed siebie, a w zasadzie biegłam.Nic nie widziałam, było już ciemno a przez łzy widziałam tylko zamazaną ciemność. Nagle na kogoś wpadłam.
- Megan? - ten ktoś to był Justin. - Co się stało? - w odpowiedzi wtuliłam się w niego żeby się uspokoić.
- Alex
- Co z nim?
- Miał wypadek i jest teraz w szpitalu. - płakałam jeszcze bardziej chodź to już jest chyba niemożliwe.
- Spokojnie. Nie martw się będzie dobrze.
- Ale ja się o niego boję. Ja go tak bardzo kocham, a najgorsze jest to że nie ma mnie przy nim.
- Wiem jak się czujesz.
- Skąd możesz to wiedzieć? - popatrzyłam mu w oczy.
- Ja ciebie kocham, ale nie mogę być przy tobie. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
- Justin... nie - odepchnęłam go lekko.
- Przepraszam
- Nie przepraszaj, ale kontroluj to co robisz.
- Odwiozę cię.
- Dziękuję -uśmiechnęłam się blado do brązowookiego. Wsiadłam do samochodu. Po 20 minutach drogi byliśmy na miejscy. Wybiegłam z auta i weszłam do szpitala. Justin pobiegł za mną. Poszliśmy na wskazane piętro przez pielęgniarkę. Zobaczyłam zmartwionych rodziców.
- Mamo, tato! Jak z Alex'em?
- Nie chce z nami rozmawiać. - Mama płakała, a tata ją przytulał.
- Mogę do niego wejść.
- Dobrze my może już pojedziemy bo twoja matka nie czuje się najlepiej. - powiedział ojciec.
- Dobrze. - powiedziałam. Moi rodzice wyszli a ja zapukałam do "pokoju" Alexa.
- Nie chce z wami gadać.
- Alex to ja Megan. Mogę wejść.
- Możesz. - weszłam i zobaczyłam brata na łóżku lekarskim. Zobaczyłam te wszystkie kabelki które były do niego podłączone aż zrobiło mi się słabo. Usiadłam koło niego.
- Czemu uciekłeś z domu?
- A jak ci się wydaje? - powiedział oburzony - Dla rodziców ty jesteś teraz najważniejsza, na ciebie tylko zwracają uwagę. Mnie mają gdzieś. Mają swoją kochaną córeczkę, a ja się nie liczę.
- Nie mów tak - powiedziałam z płaczem.
- Ale taka prawda. Na dodatek jesteś w ciąży, tym bardziej mnie nie zauważają.
- Alex to nie jest tak że rodzice cię nie kochają. Przecież przyjechali tutaj martwili się o ciebie. To tylko twoja podświadomość tak myślała. Oni cię mocno kochają tak jak ja. Wybacz im to oni się jak najlepiej starają żeby być jak najbliżej ciebie.
- A czemu ty nie możesz przebaczyć Justinowi?
~OCZAMI JUSTINA~
Usłyszałam że Megan rozmawia z bratem na mój temat.
- A czemu ty nie możesz przebaczyć Justinowi?
- To inna histora - powiedziała
- Nie wybaczę rodzicom puki ty nie wybaczysz Justinowi.
- Uwierz mi że chciałabym mu wybaczyć, ale nie dam rady.
- No to ja też nie dam rady.
- To są twoi rodzice. A Justin to... - kim dla niej jestem? Debilem co ją zgwałcił. Żałuję tego i to bardzo co zrobiłem, ale Megan nie umie tego zrozumieć.
- To kto?
- Sama nie wiem. Ale zrozum że rodzice się o ciebie martwią i jeszcze bardziej ich zamartwiasz tym że nie chcesz ich widzieć.
_________________________________________________________________________________
Wreszcie dodałam 14 rozdział. Zaczęłam to dziś rano pisać i późnij to przeczytałam i się śmiałam co ja piszę i musiałam pisać od nowa.
CZYTASZ = SKOMENTUJ
sobota, 19 października 2013
Rozdział 13
Nagle zza drzwi pojawił się ... Justin. Po co on tu przylazł. Przecież ja jestem tylko zwykłą zabawką do łóżka.
- Hej - powiedział i zbliżył się do mnie.
- PA - powiedziałam unikając jego spojrzenia.
- Przyszedłem cię przerosić
- Już? Skończyłeś? To możesz teraz wyjść.
- Meg ja..
- Nie mów kurwa do mnie Meg!!!
- Przepraszam, chciałem ci tylko powiedzieć że to co się wydarzyło tej nocy to nie było specjalnie czy coś w tym stylu. Byłem naćpany i nie wiedziałem tego co robię. Zerwałem właśnie z Seleną.
- WOW. Przyszedłeś ty tylko po to żeby mi to powiedzieć? Myślałeś, że ci się rzucę na szyję i powiem "Och Justin, nareszcie możemy być razem" ? To źle myślałeś.
- Meg ale mi nie o to chodzi.
- Ile razy mam powtarzać nie mów do mnie Meg!
- Przepraszam.
- Coś jeszcze?
- Tak. Chce żebyś mi zaufała i mi uwierzyła.
- To nie koncert życzeń panie Bieber. Myślisz że ci od razu zaufam po czymś takim?!
- A jest jakaś szansa że mi wybaczysz?
- Może jakaś jest, ale nie łatwo ją zdobyć.
- Dobrze ja muszę lecieć papa i trzymaj się. - miałam go już zatrzymać i powiedzieć mu o dziecku ale stwierdziłam że nie będę mu o tym mówiła bo nie chcę przez niego później cierpieć.
- Tak. Pa - powiedziałam zimno. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
Ja: Halo?
Nicole: Hej kochana jak tam?
Ja: Słabo
Nicole: Co się stało?
Ja: Ciężko powiedzieć, to nie rozmowa przez telefon.
Nicole: To może się umówimy do naszej ulubionej pizzeri i pogadamy?
Ja: Ok. O której?
Nicole: Za 1,5 godz ?
Ja: Spoko. To do zobaczenia. - Nie czekając na dalszą odpowiedź rozłączyłam się. Wypiłam sok pomarańczowy do końca i poszłam się wykąpać. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Spojrzałam w dół i zobaczyłam krew. Okres? Jak to przecież jestem w ciąży to niemożliwe. Wyszłam z kabiny i ubrałam się w przygotowane ubrania. [LINK]. Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Nicole w sprawie przełożenie naszego spotkania o godzinę. Zgodziła się a ja ubrałam kurtkę i pojechałam do ginekologa. Po 15 minutach siedzenia w poczekalni nadeszła moja kolej.
- Dzień dobry - odezwałam się
- Dzień dobry, więc o co chodzi? - lekarz miał około 25 lat. Był wysportowany i nie ukrywam przystojny.
- No więc jestem w ciąży przynajmniej tak mi wyszło w testach ciążowych, a dziś dostałam okres. Czy coś jest nie tak z moim dzieckiem?
- No więc chodzi o to że pani nie może się denerwować ani przemęczać dlatego dostała pani okresu. To nie jest nic poważnego bo dużo kobiet tak ma, ale lepiej żeby pani odpoczywała. Na pewno ojciec tego dziecka zaopiekuje się panią.
- Żeby chociaż - zakpiłam
- Czy coś jest nie tak?
- Znaczy.. bo ojciec tego dziecka nie wie że jestem w ciąży.
- Ale mam nadzieję że mu pani powie. Prawda?
- Może kiedyś ale na pewno nie teraz.
- No dobrze, więc proszę przychodzić tu co 2- 3 tygodnie.
- Dobrze Do widzenia - powiedziałam i wyszłam. Zobaczyłam na godzinę. Miałam jeszcze 45 minut czasu. Postanowiłam zrobić zakupy na święta, ponieważ to już za 2 tygodnie. Poszłam do galerii. Mamie kupiłam jedną torebkę co jej się strasznie podobała, tacie kurtkę skórzaną na wiosnę. Bratu nic nie kupuję dam mu kasę to się ucieszy. Przechodziłam koło sklepu dziecięcego. Pomyślałam że kupię ciuszki mojemu aniołkowi. No ale w tym jest problem nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka. Postanowiłam kupić misie i pieluchy. Zapłaciłam i wyszłam z galerii. Poszłam do pizzeri gdzie byłam umówiona z Nicole. Weszłam do środka i zobaczyłam ją, ale nie samą przy niej siedział Justin. Tylko nie to. Trudno. Podeszłam i się przysiadłam.
- No cześć - powiedziałam
- No wreszcie jesteś. - Justin tylko się na mnie patrzył. - Co kupiłaś? - zauważyła torbę z zakupami.
- Nic takiego. Prezenty na święta.
- I zamierasz komuś wręczyć pieluchy? - Justin popatrzył na mnie spod byka. Chyba się już domyślił że jestem w ciąży.
- Nie skąd - zaprzeczyłam.
- To po co je kupiłaś? Nie mów że jesteś w ciąży hahaah - zaczęła się śmiać, a na moich policzkach były rumieńce.
- Jesteś w ciąży? - nagle odezwał się Justin. Nic nie zrobiłam tylko wybiegłam z restauracji.
______________________________________________________
Już dodałam 13 rozdział. Proszę o komentarze i dziękuję że to czytacie.
KOCHAM WAS <3
CZYTASZ=SKOMENTUJ
- Hej - powiedział i zbliżył się do mnie.
- PA - powiedziałam unikając jego spojrzenia.
- Przyszedłem cię przerosić
- Już? Skończyłeś? To możesz teraz wyjść.
- Meg ja..
- Nie mów kurwa do mnie Meg!!!
- Przepraszam, chciałem ci tylko powiedzieć że to co się wydarzyło tej nocy to nie było specjalnie czy coś w tym stylu. Byłem naćpany i nie wiedziałem tego co robię. Zerwałem właśnie z Seleną.
- WOW. Przyszedłeś ty tylko po to żeby mi to powiedzieć? Myślałeś, że ci się rzucę na szyję i powiem "Och Justin, nareszcie możemy być razem" ? To źle myślałeś.
- Meg ale mi nie o to chodzi.
- Ile razy mam powtarzać nie mów do mnie Meg!
- Przepraszam.
- Coś jeszcze?
- Tak. Chce żebyś mi zaufała i mi uwierzyła.
- To nie koncert życzeń panie Bieber. Myślisz że ci od razu zaufam po czymś takim?!
- A jest jakaś szansa że mi wybaczysz?
- Może jakaś jest, ale nie łatwo ją zdobyć.
- Dobrze ja muszę lecieć papa i trzymaj się. - miałam go już zatrzymać i powiedzieć mu o dziecku ale stwierdziłam że nie będę mu o tym mówiła bo nie chcę przez niego później cierpieć.
- Tak. Pa - powiedziałam zimno. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
Ja: Halo?
Nicole: Hej kochana jak tam?
Ja: Słabo
Nicole: Co się stało?
Ja: Ciężko powiedzieć, to nie rozmowa przez telefon.
Nicole: To może się umówimy do naszej ulubionej pizzeri i pogadamy?
Ja: Ok. O której?
Nicole: Za 1,5 godz ?
Ja: Spoko. To do zobaczenia. - Nie czekając na dalszą odpowiedź rozłączyłam się. Wypiłam sok pomarańczowy do końca i poszłam się wykąpać. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Spojrzałam w dół i zobaczyłam krew. Okres? Jak to przecież jestem w ciąży to niemożliwe. Wyszłam z kabiny i ubrałam się w przygotowane ubrania. [LINK]. Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Nicole w sprawie przełożenie naszego spotkania o godzinę. Zgodziła się a ja ubrałam kurtkę i pojechałam do ginekologa. Po 15 minutach siedzenia w poczekalni nadeszła moja kolej.
- Dzień dobry - odezwałam się
- Dzień dobry, więc o co chodzi? - lekarz miał około 25 lat. Był wysportowany i nie ukrywam przystojny.
- No więc jestem w ciąży przynajmniej tak mi wyszło w testach ciążowych, a dziś dostałam okres. Czy coś jest nie tak z moim dzieckiem?
- No więc chodzi o to że pani nie może się denerwować ani przemęczać dlatego dostała pani okresu. To nie jest nic poważnego bo dużo kobiet tak ma, ale lepiej żeby pani odpoczywała. Na pewno ojciec tego dziecka zaopiekuje się panią.
- Żeby chociaż - zakpiłam
- Czy coś jest nie tak?
- Znaczy.. bo ojciec tego dziecka nie wie że jestem w ciąży.
- Ale mam nadzieję że mu pani powie. Prawda?
- Może kiedyś ale na pewno nie teraz.
- No dobrze, więc proszę przychodzić tu co 2- 3 tygodnie.
- Dobrze Do widzenia - powiedziałam i wyszłam. Zobaczyłam na godzinę. Miałam jeszcze 45 minut czasu. Postanowiłam zrobić zakupy na święta, ponieważ to już za 2 tygodnie. Poszłam do galerii. Mamie kupiłam jedną torebkę co jej się strasznie podobała, tacie kurtkę skórzaną na wiosnę. Bratu nic nie kupuję dam mu kasę to się ucieszy. Przechodziłam koło sklepu dziecięcego. Pomyślałam że kupię ciuszki mojemu aniołkowi. No ale w tym jest problem nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka. Postanowiłam kupić misie i pieluchy. Zapłaciłam i wyszłam z galerii. Poszłam do pizzeri gdzie byłam umówiona z Nicole. Weszłam do środka i zobaczyłam ją, ale nie samą przy niej siedział Justin. Tylko nie to. Trudno. Podeszłam i się przysiadłam.
- No cześć - powiedziałam
- No wreszcie jesteś. - Justin tylko się na mnie patrzył. - Co kupiłaś? - zauważyła torbę z zakupami.
- Nic takiego. Prezenty na święta.
- I zamierasz komuś wręczyć pieluchy? - Justin popatrzył na mnie spod byka. Chyba się już domyślił że jestem w ciąży.
- Nie skąd - zaprzeczyłam.
- To po co je kupiłaś? Nie mów że jesteś w ciąży hahaah - zaczęła się śmiać, a na moich policzkach były rumieńce.
- Jesteś w ciąży? - nagle odezwał się Justin. Nic nie zrobiłam tylko wybiegłam z restauracji.
______________________________________________________
Już dodałam 13 rozdział. Proszę o komentarze i dziękuję że to czytacie.
KOCHAM WAS <3
CZYTASZ=SKOMENTUJ
piątek, 18 października 2013
Rozdział 12
- Co ty tu robisz do cholery? - to był Justin
- A ty? Podobno miałeś mieć gości a tym czasem wciągasz narkotyki. - powiedziałam i patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Podszedł do mnie, a w tym czasie drugi diler gdzieś się zapodział. Justin rękę położył mi na szyi i zaczął zachłannie całować.
- Justin przestań! - kontynuował dalej. Wepchnął mnie do jakiegoś starego magazynu i zaczął rozbierać. Miałam za mało siły aby go odepchnąć. Co w niego wstąpiło? Jeszcze dziś uratował mnie od tego co teraz robi mi. Stało się najgorsze.
*Następnego dnia*
Obudziłam się byłam cała przemarznięta i naga. Rozglądnęłam się wokół i zobaczyłam leżącego koło mnie Justina. Ubrałam swoje ubrania które leżały na podłodze. Ze łzami w oczach wyszłam z budynku.
- Megan!!!!! Zaczekaj. Przepraszam. Ja nie chciałem! - wybiegł za mną Justin. Bałam się go po tym co mi zrobił. Odwróciłam się do niego przodem. - Nie płacz proszę.
- Że co? Zgwałciłeś mnie i po czymś takim mówisz "nie płacz". Człowieku co ci do rozumu wpadło. Kiedy ci już zaufałam spieprzyłeś wszystko, a wiesz co jest najgorsze? Myślałam, że nawet mogę się w tobie zakochać, ale teraz cię za dobrze poznałam.
- Ja naprawdę przepraszam to nie byłem prawdziwy ja to była wina narkotyków. Uwierz że nie chciałem cię skrzywdzić. Może i kiedyś się nienawidziliśmy, ale teraz to jest zupełnie coś innego. Proszę przebacz mi to.
- Skoro tak to po co brałeś te narkotyki?!!
- Chciałem się odstresować
- Odstresować? Niby od czego??!!!
- Serio chcesz wiedzieć? Od tego że chodzę z Seleną a ona traktuje mnie jak śmiecia i od tego że jestem z nią a kocham ciebie. - zatkało mnie nie wiedziałam co powiedzieć i z płaczem pobiegłam w stronę domu.
- Na reszcie jesteś? Ile mam się z ojcem o ciebie martwić. Nie jesteś ani trochę odpowiedzialna. - od progu przywitała mnie moja mama. Jeszcze tego mi brakowała. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się na klucz. Leżałam na łóżku i krzyczałam. Nagle zza drzwi słyszałam głos mojej mamy.
- Skarbie przepraszam. Co się stało?
- NIC!!!!!!!!!!!!!- krzyczałam i płakałam jeszcze bardziej.
- Proszę otwórz drzwi.
- Nie!!!!!!!
- Meg, a ze mną chociaż porozmawiasz proszę - usłyszałam głos mojego młodszego brata Alexa. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Położyłam się na łóżku i kontynuowałam poprzednią czynność. - Co się stało siostra? Mi możesz wszystko powiedzieć. - Przytuliłam go mocno.
- Dziękuję Alex, ale jesteś jeszcze za młody.
- Ale teraz nie chodzi o to że jestem za młody czy też nie. Tu chodzi o ciebie.- stwierdziłam że mogę mu zaufać.
- No więc ... Justin... mnie.... - nagle zrobiło mi się nie dobrze i pobiegłam do toalety.
- Magan córeczko - zawołała mama wchodząc do łazienki. Przytuliła mnie i uspokoiła. - Powiesz mi o co chodzi? Wiem że to twoje prywatne sprawy, ale jestem twoją mamą i niezależnie od tego co się stanie zawsze będę cię kochać.
- Wiem mamuś. Myślę że mogę ci o tym powiedzieć. No bo wczoraj widziałam jak Justin bierze narkotyki i on mnie zauważył i..... mnie zgwałcił. - zaczęłam płakać i wtuliłam się w mamę - Przepraszam.
- Ale nie masz za co przepraszać to nie twoja wina. Ale jeżeli wymiotowałaś to znaczy że jesteś w ciąży?
- Nie wiem, ale boję się. Co jeśli jestem w ciąży? Dziecko będzie wychowywało się bez ojca? A jak będzie starsze to co mu powiem że tata go nie kocha? Mamo pomóż mi.
- Skarbie uspokój się. Damy radę. Ja cię w tym samą nie zostawię.
- Dziękuję kocham cię
- Ja ciebie też, a teraz chodź do łóżka zrobię ci coś do jedzenia.
- Dobrze - posłuchałam jej i poszłam do swojego pokoju. Pomyślałam że się przebiorę w luźniejsze ciuchy. Rozczesałam włosy i zrobiłam sobie wysokiego kucyka. Po chwili mama weszła do mojego pokoju i dała mi tackę z omletami i sokiem pomarańczowym.
- Proszę - dała mi 2 testy ciążowe.
- Dziękuję. - najpierw poszłam sprawdzić test ciążowy. Sprawdziłam pierwszy. Wyszło że jestem w ciąży, na drugim tak samo. Moje największe objawy się spełniły. Poszłam do pokoju i zaczęłam się delektować omletami. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam. Nagle zza drzwi pojawił się....
______________________________________________________
I oto 12 rozdział. Dziękuję za komentarze, ale jeszcze ich jest mało, więc proszę was abyście komentowali.
CZYTASZ = SKOMENTUJ
- A ty? Podobno miałeś mieć gości a tym czasem wciągasz narkotyki. - powiedziałam i patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Podszedł do mnie, a w tym czasie drugi diler gdzieś się zapodział. Justin rękę położył mi na szyi i zaczął zachłannie całować.
- Justin przestań! - kontynuował dalej. Wepchnął mnie do jakiegoś starego magazynu i zaczął rozbierać. Miałam za mało siły aby go odepchnąć. Co w niego wstąpiło? Jeszcze dziś uratował mnie od tego co teraz robi mi. Stało się najgorsze.
*Następnego dnia*
Obudziłam się byłam cała przemarznięta i naga. Rozglądnęłam się wokół i zobaczyłam leżącego koło mnie Justina. Ubrałam swoje ubrania które leżały na podłodze. Ze łzami w oczach wyszłam z budynku.
- Megan!!!!! Zaczekaj. Przepraszam. Ja nie chciałem! - wybiegł za mną Justin. Bałam się go po tym co mi zrobił. Odwróciłam się do niego przodem. - Nie płacz proszę.
- Że co? Zgwałciłeś mnie i po czymś takim mówisz "nie płacz". Człowieku co ci do rozumu wpadło. Kiedy ci już zaufałam spieprzyłeś wszystko, a wiesz co jest najgorsze? Myślałam, że nawet mogę się w tobie zakochać, ale teraz cię za dobrze poznałam.
- Ja naprawdę przepraszam to nie byłem prawdziwy ja to była wina narkotyków. Uwierz że nie chciałem cię skrzywdzić. Może i kiedyś się nienawidziliśmy, ale teraz to jest zupełnie coś innego. Proszę przebacz mi to.
- Skoro tak to po co brałeś te narkotyki?!!
- Chciałem się odstresować
- Odstresować? Niby od czego??!!!
- Serio chcesz wiedzieć? Od tego że chodzę z Seleną a ona traktuje mnie jak śmiecia i od tego że jestem z nią a kocham ciebie. - zatkało mnie nie wiedziałam co powiedzieć i z płaczem pobiegłam w stronę domu.
- Na reszcie jesteś? Ile mam się z ojcem o ciebie martwić. Nie jesteś ani trochę odpowiedzialna. - od progu przywitała mnie moja mama. Jeszcze tego mi brakowała. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się na klucz. Leżałam na łóżku i krzyczałam. Nagle zza drzwi słyszałam głos mojej mamy.
- Skarbie przepraszam. Co się stało?
- NIC!!!!!!!!!!!!!- krzyczałam i płakałam jeszcze bardziej.
- Proszę otwórz drzwi.
- Nie!!!!!!!
- Meg, a ze mną chociaż porozmawiasz proszę - usłyszałam głos mojego młodszego brata Alexa. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Położyłam się na łóżku i kontynuowałam poprzednią czynność. - Co się stało siostra? Mi możesz wszystko powiedzieć. - Przytuliłam go mocno.
- Dziękuję Alex, ale jesteś jeszcze za młody.
- Ale teraz nie chodzi o to że jestem za młody czy też nie. Tu chodzi o ciebie.- stwierdziłam że mogę mu zaufać.
- No więc ... Justin... mnie.... - nagle zrobiło mi się nie dobrze i pobiegłam do toalety.
- Magan córeczko - zawołała mama wchodząc do łazienki. Przytuliła mnie i uspokoiła. - Powiesz mi o co chodzi? Wiem że to twoje prywatne sprawy, ale jestem twoją mamą i niezależnie od tego co się stanie zawsze będę cię kochać.
- Wiem mamuś. Myślę że mogę ci o tym powiedzieć. No bo wczoraj widziałam jak Justin bierze narkotyki i on mnie zauważył i..... mnie zgwałcił. - zaczęłam płakać i wtuliłam się w mamę - Przepraszam.
- Ale nie masz za co przepraszać to nie twoja wina. Ale jeżeli wymiotowałaś to znaczy że jesteś w ciąży?
- Nie wiem, ale boję się. Co jeśli jestem w ciąży? Dziecko będzie wychowywało się bez ojca? A jak będzie starsze to co mu powiem że tata go nie kocha? Mamo pomóż mi.
- Skarbie uspokój się. Damy radę. Ja cię w tym samą nie zostawię.
- Dziękuję kocham cię
- Ja ciebie też, a teraz chodź do łóżka zrobię ci coś do jedzenia.
- Dobrze - posłuchałam jej i poszłam do swojego pokoju. Pomyślałam że się przebiorę w luźniejsze ciuchy. Rozczesałam włosy i zrobiłam sobie wysokiego kucyka. Po chwili mama weszła do mojego pokoju i dała mi tackę z omletami i sokiem pomarańczowym.
- Proszę - dała mi 2 testy ciążowe.
- Dziękuję. - najpierw poszłam sprawdzić test ciążowy. Sprawdziłam pierwszy. Wyszło że jestem w ciąży, na drugim tak samo. Moje największe objawy się spełniły. Poszłam do pokoju i zaczęłam się delektować omletami. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam. Nagle zza drzwi pojawił się....
______________________________________________________
I oto 12 rozdział. Dziękuję za komentarze, ale jeszcze ich jest mało, więc proszę was abyście komentowali.
CZYTASZ = SKOMENTUJ
Rozdział 11
Popatrzyłam na Justina, na co on tylko się uśmiechnął i dał mi małego całusa w policzek. Zarumieniłam się. Zadzwonił dzwonek i poszłam do szafki po książki. Pierwszą miałam chemię, więc wzięłam podręcznik i poszłam do klasy chemicznej. Nauczycielka powiedziała że będziemy pracować w parach i wybierze nam drugą osobę.
- Megan będzie z... Jaysonem - uśmiechnęła się. Nie chciałam z nim robić tego doświadczenia, no ale musiałam więc usiadłam przy nim. Nauczycielka wyjaśniła nam jak mamy to zrobić i zaczęliśmy pracować.
- I jak ci się podobało z Nickiem? -zapytał mój były
- Że co? - zapytałam patrząc spod byka.
- No bo wiesz to jest mój przyjaciel i mówił mi że jesteś bardzo dobra w łóżku. - Nie czekając na dalszą część opowiadań wyszłam z klasy i biegiem ruszyłam do wyjścia. Nagle usłyszałam znajomy głos:
- Meg czekaj! - to był Justin
- Co?! - wydarłam się
- Co się stało? Proszę powiedz, możesz mi zaufać - położył rękę na moje ramię.
- Tu chodzi o Nicka ale nie ważne
- Właśnie że ważne powiedz o co chodzi. - nalegał dalej
- No bo... Nick wcale mnie nie kochał był tylko ze mną bo Jayson mu kazał. - mój głos drżał a po moim policzku słynęły pojedyncze łzy.
- Nie płacz, masz mnie - wytarł kciukiem łzę i wtulił mnie w siebie.
- Dziękuję - powiedziałam i blado się uśmiechnęłam.
- Nie masz za co
- Właśnie że mam. Za to że jesteś i mi pomagasz jesteś prawdziwym przyjacielem. - w odpowiedzi dostałam całusa w czoło. Pozostałe lekcje minęły dobrze w szczególności że nie było kilku nauczycieli i mogliśmy robić co chcemy. Wyszłam ze szkoły i podążałam do swojego domu, gdy nagle ktoś mnie zatrzymał.
- Megan czekaj - odwróciłam się i zobaczyłam Justina. BOŻE jaki on przystojny. - Odwiozę cię.
- Dziękuję, ale nie ma takiej potrzeby.
- Ale nalegam - puścił oczko, na co ja się zaśmiałam.
- Skoro tak to nie mam nic przeciwko - zaśmiałam się jeszcze raz i wsiadłam do samochodu chłopaka. Justin włączył głośno muzykę. Leciała właśnie piosenka Taylor Swift "I knew you were trouble". Wiem że Justin uwielbia tą piosenkę więc zaczął ją śpiewać najgłośniej jak tylko by mógł.
- OŁ, OŁ, CZRABUL, CZRABUL, CZRABUL - śpiewaliśmy razem i zarazem śmialiśmy się. Po 10 minutach byliśmy pod moim domem.
- No to jesteśmy - powiedział
- Może chcesz wejść do środka? - zaproponowałam.
- Nie powinienem
- Niby czemu? Nic ci się przecież nie stanie.
- Tak wiem ale się trochę spieszę
- Gdzie jedziesz?
- Nie ważne
- Ale chyba możesz wejść na chwilę.
- Ale na chwilkę - bardzo byłam ciekawa gdzie mu się tak śpieszy. Weszliśmy do domu i ściągnęliśmy nasze kurtki.
- Jestem!!!! - krzyknęłam do mamy.
- Chodź na obiad. O wiedzę że przyprowadziłaś Justina, więc zje z nami.
- Nie dziękuję zjem w domu, naprawdę nie trzeba - uśmiechnął się ciepło do mojej mamy.
- No dobrze
- Justin to idź do mojego pokoju a ja zaraz do ciebie dojdę.
- Dobrze - pocałował mnie w policzek. Poszłam do kuchni a moja mama za mną.
- Czy wy jesteście razem? - zapytała moja rodzicielka, na co ja się zaśmiałam.
- Oczywiście że nie
- No ale to że cię właśnie pocałował?
- To jest zwykły przyjaciel nic więcej.
- Jak tam chcesz - podała mi jedzenie. Po obiedzie poszłam na górę. Drzwi do mojego pokoju były lekko uchylone. Słyszałam że Justin z kimś rozmawia przez telefon:
Jb: OK, to będę za 5 min, tam gdzie zawsze prawda? ok to nara.
Weszłam do pokoju.
- Z kim rozmawiałeś?
- Mama dzwoniła - skłamał.
- Aha
- Muszę już iść bo mamy gości. Więc papa - ucałował moje czoło i z biegiem wyszedł.
- Cześć - powiedziałam wiedząc że nawet tego nie słyszy. Wiem że kłamał z tym że ma gości i że mama do niego dzwoniła. Postanowiłam go śledzić. Ubrałam ciepłą bluzę z kapturem i wyszłam z domu. Dziwnym trafem Justin nie jechał autem za to szedł na piechotę i w zupełnie inną stronę niż jego dom. Poszłam za nim. Przeszłam kilka uliczek aż chłopak gdzieś zniknął. Rozglądałam się dookoła i nagle usłyszałam czyjeś głosy:
- Masz to co cię poprosiłem? - podeszłam do ściany jednego z budynków. Wychyliłam się i zobaczyłam dwóch chłopców wręczających sobie proszek w woreczku. Narkotyki. No ale to w końcu tutaj normalne. Zastanawiało mnie bardziej gdzie Justin. Obserwowałam dalej tych dwóch kolesi nagle jeden z nich się odwrócił. Zamurowało mnie.
______________________________________________________
Przepraszam że rzadko dodaję rozdziały ale po prostu nie mam za bardzo czasu na pisanie. Dedykuję ten rozdział pewnej dziewczynie z aska :))
POZDROWIONKA ;**
CZYTASZ = SKOMENTUJ
JAK BĘDZIE MAŁO KOMENTARZY TO NIE BĘDZIE NOWYCH ROZDZIAŁÓW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Megan będzie z... Jaysonem - uśmiechnęła się. Nie chciałam z nim robić tego doświadczenia, no ale musiałam więc usiadłam przy nim. Nauczycielka wyjaśniła nam jak mamy to zrobić i zaczęliśmy pracować.
- I jak ci się podobało z Nickiem? -zapytał mój były
- Że co? - zapytałam patrząc spod byka.
- No bo wiesz to jest mój przyjaciel i mówił mi że jesteś bardzo dobra w łóżku. - Nie czekając na dalszą część opowiadań wyszłam z klasy i biegiem ruszyłam do wyjścia. Nagle usłyszałam znajomy głos:
- Meg czekaj! - to był Justin
- Co?! - wydarłam się
- Co się stało? Proszę powiedz, możesz mi zaufać - położył rękę na moje ramię.
- Tu chodzi o Nicka ale nie ważne
- Właśnie że ważne powiedz o co chodzi. - nalegał dalej
- No bo... Nick wcale mnie nie kochał był tylko ze mną bo Jayson mu kazał. - mój głos drżał a po moim policzku słynęły pojedyncze łzy.
- Nie płacz, masz mnie - wytarł kciukiem łzę i wtulił mnie w siebie.
- Dziękuję - powiedziałam i blado się uśmiechnęłam.
- Nie masz za co
- Właśnie że mam. Za to że jesteś i mi pomagasz jesteś prawdziwym przyjacielem. - w odpowiedzi dostałam całusa w czoło. Pozostałe lekcje minęły dobrze w szczególności że nie było kilku nauczycieli i mogliśmy robić co chcemy. Wyszłam ze szkoły i podążałam do swojego domu, gdy nagle ktoś mnie zatrzymał.
- Megan czekaj - odwróciłam się i zobaczyłam Justina. BOŻE jaki on przystojny. - Odwiozę cię.
- Dziękuję, ale nie ma takiej potrzeby.
- Ale nalegam - puścił oczko, na co ja się zaśmiałam.
- Skoro tak to nie mam nic przeciwko - zaśmiałam się jeszcze raz i wsiadłam do samochodu chłopaka. Justin włączył głośno muzykę. Leciała właśnie piosenka Taylor Swift "I knew you were trouble". Wiem że Justin uwielbia tą piosenkę więc zaczął ją śpiewać najgłośniej jak tylko by mógł.
- OŁ, OŁ, CZRABUL, CZRABUL, CZRABUL - śpiewaliśmy razem i zarazem śmialiśmy się. Po 10 minutach byliśmy pod moim domem.
- No to jesteśmy - powiedział
- Może chcesz wejść do środka? - zaproponowałam.
- Nie powinienem
- Niby czemu? Nic ci się przecież nie stanie.
- Tak wiem ale się trochę spieszę
- Gdzie jedziesz?
- Nie ważne
- Ale chyba możesz wejść na chwilę.
- Ale na chwilkę - bardzo byłam ciekawa gdzie mu się tak śpieszy. Weszliśmy do domu i ściągnęliśmy nasze kurtki.
- Jestem!!!! - krzyknęłam do mamy.
- Chodź na obiad. O wiedzę że przyprowadziłaś Justina, więc zje z nami.
- Nie dziękuję zjem w domu, naprawdę nie trzeba - uśmiechnął się ciepło do mojej mamy.
- No dobrze
- Justin to idź do mojego pokoju a ja zaraz do ciebie dojdę.
- Dobrze - pocałował mnie w policzek. Poszłam do kuchni a moja mama za mną.
- Czy wy jesteście razem? - zapytała moja rodzicielka, na co ja się zaśmiałam.
- Oczywiście że nie
- No ale to że cię właśnie pocałował?
- To jest zwykły przyjaciel nic więcej.
- Jak tam chcesz - podała mi jedzenie. Po obiedzie poszłam na górę. Drzwi do mojego pokoju były lekko uchylone. Słyszałam że Justin z kimś rozmawia przez telefon:
Jb: OK, to będę za 5 min, tam gdzie zawsze prawda? ok to nara.
Weszłam do pokoju.
- Z kim rozmawiałeś?
- Mama dzwoniła - skłamał.
- Aha
- Muszę już iść bo mamy gości. Więc papa - ucałował moje czoło i z biegiem wyszedł.
- Cześć - powiedziałam wiedząc że nawet tego nie słyszy. Wiem że kłamał z tym że ma gości i że mama do niego dzwoniła. Postanowiłam go śledzić. Ubrałam ciepłą bluzę z kapturem i wyszłam z domu. Dziwnym trafem Justin nie jechał autem za to szedł na piechotę i w zupełnie inną stronę niż jego dom. Poszłam za nim. Przeszłam kilka uliczek aż chłopak gdzieś zniknął. Rozglądałam się dookoła i nagle usłyszałam czyjeś głosy:
- Masz to co cię poprosiłem? - podeszłam do ściany jednego z budynków. Wychyliłam się i zobaczyłam dwóch chłopców wręczających sobie proszek w woreczku. Narkotyki. No ale to w końcu tutaj normalne. Zastanawiało mnie bardziej gdzie Justin. Obserwowałam dalej tych dwóch kolesi nagle jeden z nich się odwrócił. Zamurowało mnie.
______________________________________________________
Przepraszam że rzadko dodaję rozdziały ale po prostu nie mam za bardzo czasu na pisanie. Dedykuję ten rozdział pewnej dziewczynie z aska :))
POZDROWIONKA ;**
CZYTASZ = SKOMENTUJ
JAK BĘDZIE MAŁO KOMENTARZY TO NIE BĘDZIE NOWYCH ROZDZIAŁÓW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
piątek, 4 października 2013
Rozdział 10
- Kurwa!! - powiedziałem i oddałem cios temu idiocie.
- Tylko później nie mów że nie ostrzegałem. Pa - odszedłem i wybiegłem z jej domu. Chciałem wyładować swoje złości i postanowiłem przebiec parę km.
_______
__________________________________________________
*Oczami Megan*
O co mu chodziło przecież Nick jest strasznie fajny i by czegoś takiego w życiu nie zrobił..
-Wszystko gra? - zapytał chłopak siedzący obok mnie.
-Chyba tak.. ale nie rozumiem jednego, o co mu chodziło z tym, że chodzisz z wszystkimi dziewczynami tylko dla tego że chcesz je zaciągnąć do łóżka?
- Po prostu mu coś odwaliło, i tyle. Ja się już zbieram bo muszę się nauczyć na jutro do szkoły bo ma test z biologi.
- Dobrze pa - dałam mu całusa w policzek na co on się uśmiechnął i wyszedł. Chciałam iść się wykąpać lecz złamana noga nie pozwoliła mi na to, więc zawołałam mamę.
-Tak cureczko? Jak się czujesz?
- Już trochę lepiej, ale chciałam iść się wykąpać ale nie mam jak bo moje kule są na dole.
- Już ci je przyniosę - i zrobiła tak jak powiedziała, zeszła na dół wzięła kule i mi je dała. Od razu "podskakując" poszłam po piżamę [LINK]. Umyłam się i przebrałam w wcześniej przygotowane ubranie. Leżałam na łóżku i myślałam nad tym co Justin mi powiedział. Nie mogłam w to uwierzyć. Po pewnym czasie zasnełam.
*6 miesięcy później*
Z Nickiem układa mi się bardzo dobrze. Kocham go bardzo mocno a on tak samo mnie.Jest strasznie opiekuńczy co było szczególnie widziane kiedy złamałam nogę. Już mogę chodzić samodzielnie ale i tak jeszcze odczuwam lekkie bóle.
Wstała o godzinie 6:45. Poszłam do łazienki ubrałam się w te ciuchy[LINK]. Ubrałam się bardzo ciepło gdyż na polu był straszny mróz, w końcu jest teraz zima. Zeszłam na dół i poczułam zapach naleśników. Poszłam do kuchni i zobaczyłam mamę która robiła śniadanie.
- Dzień dobry mamuś - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry skarpie - powiedziała rodzicielka podając mi talerz z naleśnikami. Pochłonęłam je całe. Muszę przyznać moja mama świetnie gotuje.
- Świetnie wyszły ci te naleśniki mamuś.
- Dziękuję - uśmiechnęła się promiennie. Wyszłam z kuchni popatrzyłam na zegarek w telefonie była już 7:20. Wzięłam plecak ubrałam buty i wyszłam z domu żegnając się z mamą. Szłam w swoim tempie gdyż miałam jeszcze dużo czasu. Po 15 min byłam już pod szkołą. Weszłam do szkoły i od razu ruszyłam w stronę swojej szafki. Odłożyłam tam swoje jak na razie nie potrzebne rzeczy i ruszyłam ciągiem korytarza. Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę i wepchał do jakiegoś pomieszczenia. Zaczęłam krzyczeć nagle usłyszałam znajomy głos:
-Nie bój się mała zaraz będzie po wszystkim - to był Nick. Zaczął mnie rozbierać a ja krzyczałam jeszcze bardziej i odpychałam się, lecz on nie przestawał. Serce mi biło jak szalone. Zaczął mi ściągać bluzkę i całował mnie po dekolcie. Jednak Justin miał rację. Czemu ja byłam taka głupia i mu nie uwierzyłam. Nick już miał mi rozpinać stanik, gdy nagle do pomieszczenia wszedł Justin. Otworzył szeroko oczy i od razu dał Nickowi w twarz. Chłopak upadł na podłogę. Justin podszedł do mnie.
- Jezu Meg wszystko w porządku nic ci nie zrobił?- byłam roztrzepana tą całą sytuacją, zaczęłam płakać i wtuliłam się w Jussa, a on przytulał mnie najmocniej jak mógł. Nick poszedł bo pewnie nie chciał powtórki z Justine. Oderwałam się od chłopaka, a no moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Rozglądałam się za moimi ubraniami ale nie mogłam ich znaleźć.
- Poczekaj zaraz ci przyniosę moje ubrania - powiedział Justin wychodząc z pomieszczenia.
- Czekaj! Jak idziesz to idź do mojej szafki, tam mam kilka ubrań przynieś mi szrą bejsbolówkę i tą bluzkę z oczami kota dobrze?
- Oczywiście - puścił mi oczko i poszedł. Po chwili wrócił z ubraniami
- Dziękuję
- Nie ma za co dla ciebie wszystko - uśmiechnął się ciepło. Ubrałam się w ciuchy i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Justin?
- Hmmm?
- Przepraszam że cię wtedy nie posłuchałam żałuję tego..
- Nic się nie stało po prostu nie zauważyłaś tego bo byłaś w nim tak zakochana.
- Dziękuję że mnie rozumiesz - jeszcze raz się uśmiechnęłam do niego. Wyszliśmy z pomieszczenia. Justin złapał mnie za rękę i splótł nasze palce.
__________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodaję rozdziałów ale mam dużo prywatnych problemów.
CZYTASZ= SKOMENTUJ
- Tylko później nie mów że nie ostrzegałem. Pa - odszedłem i wybiegłem z jej domu. Chciałem wyładować swoje złości i postanowiłem przebiec parę km.
_______
__________________________________________________
*Oczami Megan*
O co mu chodziło przecież Nick jest strasznie fajny i by czegoś takiego w życiu nie zrobił..
-Wszystko gra? - zapytał chłopak siedzący obok mnie.
-Chyba tak.. ale nie rozumiem jednego, o co mu chodziło z tym, że chodzisz z wszystkimi dziewczynami tylko dla tego że chcesz je zaciągnąć do łóżka?
- Po prostu mu coś odwaliło, i tyle. Ja się już zbieram bo muszę się nauczyć na jutro do szkoły bo ma test z biologi.
- Dobrze pa - dałam mu całusa w policzek na co on się uśmiechnął i wyszedł. Chciałam iść się wykąpać lecz złamana noga nie pozwoliła mi na to, więc zawołałam mamę.
-Tak cureczko? Jak się czujesz?
- Już trochę lepiej, ale chciałam iść się wykąpać ale nie mam jak bo moje kule są na dole.
- Już ci je przyniosę - i zrobiła tak jak powiedziała, zeszła na dół wzięła kule i mi je dała. Od razu "podskakując" poszłam po piżamę [LINK]. Umyłam się i przebrałam w wcześniej przygotowane ubranie. Leżałam na łóżku i myślałam nad tym co Justin mi powiedział. Nie mogłam w to uwierzyć. Po pewnym czasie zasnełam.
*6 miesięcy później*
Z Nickiem układa mi się bardzo dobrze. Kocham go bardzo mocno a on tak samo mnie.Jest strasznie opiekuńczy co było szczególnie widziane kiedy złamałam nogę. Już mogę chodzić samodzielnie ale i tak jeszcze odczuwam lekkie bóle.
Wstała o godzinie 6:45. Poszłam do łazienki ubrałam się w te ciuchy[LINK]. Ubrałam się bardzo ciepło gdyż na polu był straszny mróz, w końcu jest teraz zima. Zeszłam na dół i poczułam zapach naleśników. Poszłam do kuchni i zobaczyłam mamę która robiła śniadanie.
- Dzień dobry mamuś - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry skarpie - powiedziała rodzicielka podając mi talerz z naleśnikami. Pochłonęłam je całe. Muszę przyznać moja mama świetnie gotuje.
- Świetnie wyszły ci te naleśniki mamuś.
- Dziękuję - uśmiechnęła się promiennie. Wyszłam z kuchni popatrzyłam na zegarek w telefonie była już 7:20. Wzięłam plecak ubrałam buty i wyszłam z domu żegnając się z mamą. Szłam w swoim tempie gdyż miałam jeszcze dużo czasu. Po 15 min byłam już pod szkołą. Weszłam do szkoły i od razu ruszyłam w stronę swojej szafki. Odłożyłam tam swoje jak na razie nie potrzebne rzeczy i ruszyłam ciągiem korytarza. Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę i wepchał do jakiegoś pomieszczenia. Zaczęłam krzyczeć nagle usłyszałam znajomy głos:
-Nie bój się mała zaraz będzie po wszystkim - to był Nick. Zaczął mnie rozbierać a ja krzyczałam jeszcze bardziej i odpychałam się, lecz on nie przestawał. Serce mi biło jak szalone. Zaczął mi ściągać bluzkę i całował mnie po dekolcie. Jednak Justin miał rację. Czemu ja byłam taka głupia i mu nie uwierzyłam. Nick już miał mi rozpinać stanik, gdy nagle do pomieszczenia wszedł Justin. Otworzył szeroko oczy i od razu dał Nickowi w twarz. Chłopak upadł na podłogę. Justin podszedł do mnie.
- Jezu Meg wszystko w porządku nic ci nie zrobił?- byłam roztrzepana tą całą sytuacją, zaczęłam płakać i wtuliłam się w Jussa, a on przytulał mnie najmocniej jak mógł. Nick poszedł bo pewnie nie chciał powtórki z Justine. Oderwałam się od chłopaka, a no moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Rozglądałam się za moimi ubraniami ale nie mogłam ich znaleźć.
- Poczekaj zaraz ci przyniosę moje ubrania - powiedział Justin wychodząc z pomieszczenia.
- Czekaj! Jak idziesz to idź do mojej szafki, tam mam kilka ubrań przynieś mi szrą bejsbolówkę i tą bluzkę z oczami kota dobrze?
- Oczywiście - puścił mi oczko i poszedł. Po chwili wrócił z ubraniami
- Dziękuję
- Nie ma za co dla ciebie wszystko - uśmiechnął się ciepło. Ubrałam się w ciuchy i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Justin?
- Hmmm?
- Przepraszam że cię wtedy nie posłuchałam żałuję tego..
- Nic się nie stało po prostu nie zauważyłaś tego bo byłaś w nim tak zakochana.
- Dziękuję że mnie rozumiesz - jeszcze raz się uśmiechnęłam do niego. Wyszliśmy z pomieszczenia. Justin złapał mnie za rękę i splótł nasze palce.
__________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodaję rozdziałów ale mam dużo prywatnych problemów.
CZYTASZ= SKOMENTUJ
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 9
- Zimno mi - powiedziałam. Justin wziął swój suchy sweter który leżał na krześle obok i mi go dał. Przywdziałam go, a Justin mnie przytulił. Wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia. Nagle nasze twarze się do siebie zbliżyły. Dochodziło już do pocałunku gdy nagle...
_________________________________________________________________
...Przyszła mama Justina. Wręczyła nam mrożoną herbatę oraz ręczniki. Wypiliśmy napój oraz wysuszyliśmy się, ale i tak nadal byłam przemoczona.
- Poczekaj przyniosę ci suche ubrania. - powiedział Justin i zniknął w mgnieniu oka. Po chwili wrócił ze swoją koszulką i z szortami. - Proszę.
- Dziękuję. Mogę wiedzieć skąd masz te szorty? Bo chyba w nich nie chodzi. Prawda?
- Heh. To są szorty Seleny zostawiła je kiedyś u mnie, ale na 100% wyglądasz w nich lepiej - puścił mi oczko.
- Gdzie się mogę przebrać?
- No wiesz mama nas do domu nie wpuści, więc chyba nie masz innego wyboru - poruszał brwiami.
- NIE!! Ja się przy tobie przebierać nie będę.
- A niby czemu?
- Bo się wstydzę.
- No jeny idź na drugą stronę domu nie będę cię podglądał.
- Na pewno?
- Tak.- zaufałam mu i poszłam na drugi koniec domu. Ściągnęłam swoje ubrania i chciałam założyć suche gdy nagle zobaczyłam twarz Justina za drzewem. Zaśmiałam się i zarumieniłam, gdyż byłam w samej bieliźnie.
- Justin Drew Bieber! Do mnie już. - Justin z rozbawieniem szedł w moją stronę.
- Tak?
- Miałeś mnie nie podglądać!
- Tak samo koniec świata miał być tysiące lat temu i nic. - popatrzyłam na niego z bananem na twarzy, za to on zaczał mnie łaskotać.
- JUSTIN! PRZESTAŃ PROSZE!!!! HAHAHAHAHAH JUSTIN! PRZESTAŃ HAHAHAHAHAHAHAHAHHAHA. Dobra poddaje się!!!!
- Jesteś tego pewna? - powiedział nadal mnie łaskocząc
- Tak jestem - przestał
- Sama tego chciałaś. - wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu.
- JUSTIN!!! NIE ŻYJESZ.
- Trudno się mówi... - wskoczył na bombe do wody. Po czasie spędzonym w basenie wyszłam, wysuszyłam się oraz ubrałam.
- Dobra ja lece
- Dobrze pa - dał mi buziaka w policzek. Poszłam do domu. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam muzykę. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Przyszedł mi sms od Nicole, aby spotkać się na plaży. Bez wahania się odpisałam że zgadzam się. Po godzinie była u mnie a ja przebrałam się w TO. Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy z buta na plaże, gdyż miałam do niej zaledwie 300m. Po jakimś czasie byłyśmy już na miejscu. Rozłożyłyśmy koce na pisku i opalałyśmy się.
- Podoba ci się nadal ten chłopak z butki z lodami? - zapytała Nic
- Chodzi o Nica? Takk - powiedziałam zafascynowana.
- No to na co czekasz? Nikogo tam nie ma poza nim idź tam i działaj - puściła mi oczko
- No nie wiem..... No dobra. Trzymaj kciuki. - wstałam z koca i ruszyłam w stronę budki z lodami. Kiedy byłam już przed nim czułam że kolana mi się uginają. Jaki ona ma piękny uśmiech <3.
- Mogę przyjąć zamówienie? - powiedział patrząc na dół nawet się na mnie nie popatrzył.
- Ymm.. eee. yy.. aaa.. ymmm... - ALE WSTYD!!! Przynajmniej mnie nie widział, gdyż cały czas coś robił, a jego twarz była skierowana w dół. Uciekłam nie robiąc z siebie więcej pośmiewiska. Usiadłam na kocu obok Nicole i wybuchłam nie pohamowanym śmiechem.
- I jak ci poszło?
- HAHAHAHAHAHH nawet nie pytaj.....
- Aż tak źle?
- Źle to mało powiedziane. Już nigdy nie pokaże się na tej plaży.
- A rozpoznał cię przynajmniej czy coś??
- Nie no bo cały czas coś robił i patrzył w dół.
- No to kobieto na co czekasz? Jak cię nie widział to możesz do niego pójść drugi raz.
- No nie wiem po tym co zrobiłam to ....
- Ale on nie wie że top byłaś ty....
- No może masz racje idę tam i pokaże mu że jesteśmy dla siebie stworzeni.- Poszłam pewnie w to samo miejsce co wcześniej gdy nagle ktoś nieznajomy popchną mnie w stronę wody. Zanurzyłam się w wodzie. Chciałam się podnieść ale nie mogłam gdyż skręciłam sobie nogę. Nagle usłyszałam czyiś głos. Męski głos.
- NIE!!!!! MEGAN!!!!! - nagle ktoś mnie wyciągnął z wody i postawił na piasku. Zerknęłam kontem oka kto to taki. O MÓJ BOŻE TO BYŁ Nick !!!!!!!!!!!
- Dziękuję - powiedziałam patrząc się w jego brązowe oczy.
- Jeszcze nie dziękuj bo trzeba z tobą iść do lekarza.
- Ale dlaczego?
- Po pierwsze masz skręconą kostkę a po drugie musisz iść do logopedy i zacząć normalnie mówić. - Co? Nie rozumiem o co mu chodziło, gdy nagle przypomniałam sobie wydarzenie pod budką. Nagle na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Nick się słodko zaśmiał.
- YY.. to pod budką... too... yy.. PRZEPRASZAM
- Nie masz za co . Takim ładnym dziewczyną jak ty nie da rady nie pomóc. - Ręką odgarnął kosmyk moich włosów i musnął moje usta. Czułam się jak w niebie. Postawił mnie na równe nogi. Nick owinął moją rękę wokół mojej szyi. Próbowałam iść, ale nic z tego ból kostki był tam mocny, że nie dałam rady. Chłopak wziął mnie na ręce i puścił mi oczko. Jaki on jest słodki <3. Kiedy mnie niósł do swojego auta trochę myślałam o Justinie. Podoba mi się Nick ale to co mi powiedział Justin przy myciu samochodu... Przecież Jus to nadal wróg, a Nick to chłopak moich marzeń. Kiedy jechaliśmy samochodem Nick co chwile spoglądał na mnie. Zaczęłam się śmiać, gdyż zaczął rozbić głupie miny.
*OCZAMI JUSTINA*
Strasznie nudziło mi się w domu, więc postanowiłam spotkać się z Megan. Poszedłem pod jej dom i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył je jakiś chłopak, skądś go kojarzę ale nie wiem skąd.
- Jest Megan?
- Czy my się znamy?
- Nie obchodzi mnie to czy się znamy czy nie, ale obchodzi mnie Meg, więc możesz mi powiedzieć czy jest w tym cholernym domu?
- Może jest, a może jej nie ma... - wkurwił mnie tym aż do takiego stopnia że przepchałem się i poszedłem w stronę pokoju Megan. Wszedłem tam i zobaczyłem ją leżącą na łóżku a jej noga była w gipsie. Podszedłem do niej i kucnąłem przed nią.
- Meg co się stało?
- Nic takiego...
- Jak to nic takiego?? Leżysz w gipsie na łóżku i mówisz że wszystko jest ok?!!! - Zacząłem krzyczeć.
- Justin uspokój się!!- również podniosłą ton.
- Przepraszam ale martwię się.
- Nic się nie stało - złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się blado.
-Ykhmm - odezwał się ten chłopak.
- Ym. Przepraszam -powiedziała i puściła moją rękę.
- Aha no właśnie mogę wiedzieć co to jest za facet? - zapytałem.
- Nick to jest Justin mój kolega, Justin to jest Nick mój chłopak. - kiedy usłyszałem to ostatnie słowo myślałem że zaraz kogoś uduszę. Popatrzyłem się na niego i przypomniałem sobie kto to jest to jest ten koleś co zmienia dziewczyny jak skarpetki, bawi się ich uczuciami, wchodzi im do łóżka , a na drugi dzień go nie ma bo ma inną zabawkę. Wiem też że pracuje na plaży w budce. To nie jest odpowiedni chłopak dla niej.
- Meg czy ty wiesz co robisz? Wiesz cokolwiek o nim.
- Oczywiście że wiem o nim i to sporo rzeczy.
- Ale najwyraźniej nie wszystko.
- Jak to nie wszystko?
- Ten facet chce cię tylko przelecieć i cię żuci i będzie miał inną.
- Jak możesz tak mówić?
- Jak nie wierzysz sama się jego zapytaj. - Nagle koleś podszedł do mnie i dał mi z całej siły pięścią w twarz.
- Kurwa!! - powiedziałem i oddałem cios temu idiocie.
- Tylko później nie mów że nie ostrzegałem. Pa - odszedłem i wybiegłem z jej domu. Chciałem wyładować swoje złości i postanowiłem przebiec parę km.
__________________________________________________
Przepraszam was że tak długo nie dodaje rozdziałów ale nie mam weny do pisania.
Czytacie to wgl?
Dziękuję za 25000 wyświetleń ;*
_________________________________________________________________
...Przyszła mama Justina. Wręczyła nam mrożoną herbatę oraz ręczniki. Wypiliśmy napój oraz wysuszyliśmy się, ale i tak nadal byłam przemoczona.
- Poczekaj przyniosę ci suche ubrania. - powiedział Justin i zniknął w mgnieniu oka. Po chwili wrócił ze swoją koszulką i z szortami. - Proszę.
- Dziękuję. Mogę wiedzieć skąd masz te szorty? Bo chyba w nich nie chodzi. Prawda?
- Heh. To są szorty Seleny zostawiła je kiedyś u mnie, ale na 100% wyglądasz w nich lepiej - puścił mi oczko.
- Gdzie się mogę przebrać?
- No wiesz mama nas do domu nie wpuści, więc chyba nie masz innego wyboru - poruszał brwiami.
- NIE!! Ja się przy tobie przebierać nie będę.
- A niby czemu?
- Bo się wstydzę.
- No jeny idź na drugą stronę domu nie będę cię podglądał.
- Na pewno?
- Tak.- zaufałam mu i poszłam na drugi koniec domu. Ściągnęłam swoje ubrania i chciałam założyć suche gdy nagle zobaczyłam twarz Justina za drzewem. Zaśmiałam się i zarumieniłam, gdyż byłam w samej bieliźnie.
- Justin Drew Bieber! Do mnie już. - Justin z rozbawieniem szedł w moją stronę.
- Tak?
- Miałeś mnie nie podglądać!
- Tak samo koniec świata miał być tysiące lat temu i nic. - popatrzyłam na niego z bananem na twarzy, za to on zaczał mnie łaskotać.
- JUSTIN! PRZESTAŃ PROSZE!!!! HAHAHAHAHAH JUSTIN! PRZESTAŃ HAHAHAHAHAHAHAHAHHAHA. Dobra poddaje się!!!!
- Jesteś tego pewna? - powiedział nadal mnie łaskocząc
- Tak jestem - przestał
- Sama tego chciałaś. - wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu.
- JUSTIN!!! NIE ŻYJESZ.
- Trudno się mówi... - wskoczył na bombe do wody. Po czasie spędzonym w basenie wyszłam, wysuszyłam się oraz ubrałam.
- Dobra ja lece
- Dobrze pa - dał mi buziaka w policzek. Poszłam do domu. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam muzykę. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Przyszedł mi sms od Nicole, aby spotkać się na plaży. Bez wahania się odpisałam że zgadzam się. Po godzinie była u mnie a ja przebrałam się w TO. Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy z buta na plaże, gdyż miałam do niej zaledwie 300m. Po jakimś czasie byłyśmy już na miejscu. Rozłożyłyśmy koce na pisku i opalałyśmy się.
- Podoba ci się nadal ten chłopak z butki z lodami? - zapytała Nic
- Chodzi o Nica? Takk - powiedziałam zafascynowana.
- No to na co czekasz? Nikogo tam nie ma poza nim idź tam i działaj - puściła mi oczko
- No nie wiem..... No dobra. Trzymaj kciuki. - wstałam z koca i ruszyłam w stronę budki z lodami. Kiedy byłam już przed nim czułam że kolana mi się uginają. Jaki ona ma piękny uśmiech <3.
- Mogę przyjąć zamówienie? - powiedział patrząc na dół nawet się na mnie nie popatrzył.
- Ymm.. eee. yy.. aaa.. ymmm... - ALE WSTYD!!! Przynajmniej mnie nie widział, gdyż cały czas coś robił, a jego twarz była skierowana w dół. Uciekłam nie robiąc z siebie więcej pośmiewiska. Usiadłam na kocu obok Nicole i wybuchłam nie pohamowanym śmiechem.
- I jak ci poszło?
- HAHAHAHAHAHH nawet nie pytaj.....
- Aż tak źle?
- Źle to mało powiedziane. Już nigdy nie pokaże się na tej plaży.
- A rozpoznał cię przynajmniej czy coś??
- Nie no bo cały czas coś robił i patrzył w dół.
- No to kobieto na co czekasz? Jak cię nie widział to możesz do niego pójść drugi raz.
- No nie wiem po tym co zrobiłam to ....
- Ale on nie wie że top byłaś ty....
- No może masz racje idę tam i pokaże mu że jesteśmy dla siebie stworzeni.- Poszłam pewnie w to samo miejsce co wcześniej gdy nagle ktoś nieznajomy popchną mnie w stronę wody. Zanurzyłam się w wodzie. Chciałam się podnieść ale nie mogłam gdyż skręciłam sobie nogę. Nagle usłyszałam czyiś głos. Męski głos.
- NIE!!!!! MEGAN!!!!! - nagle ktoś mnie wyciągnął z wody i postawił na piasku. Zerknęłam kontem oka kto to taki. O MÓJ BOŻE TO BYŁ Nick !!!!!!!!!!!
- Dziękuję - powiedziałam patrząc się w jego brązowe oczy.
- Jeszcze nie dziękuj bo trzeba z tobą iść do lekarza.
- Ale dlaczego?
- Po pierwsze masz skręconą kostkę a po drugie musisz iść do logopedy i zacząć normalnie mówić. - Co? Nie rozumiem o co mu chodziło, gdy nagle przypomniałam sobie wydarzenie pod budką. Nagle na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Nick się słodko zaśmiał.
- YY.. to pod budką... too... yy.. PRZEPRASZAM
- Nie masz za co . Takim ładnym dziewczyną jak ty nie da rady nie pomóc. - Ręką odgarnął kosmyk moich włosów i musnął moje usta. Czułam się jak w niebie. Postawił mnie na równe nogi. Nick owinął moją rękę wokół mojej szyi. Próbowałam iść, ale nic z tego ból kostki był tam mocny, że nie dałam rady. Chłopak wziął mnie na ręce i puścił mi oczko. Jaki on jest słodki <3. Kiedy mnie niósł do swojego auta trochę myślałam o Justinie. Podoba mi się Nick ale to co mi powiedział Justin przy myciu samochodu... Przecież Jus to nadal wróg, a Nick to chłopak moich marzeń. Kiedy jechaliśmy samochodem Nick co chwile spoglądał na mnie. Zaczęłam się śmiać, gdyż zaczął rozbić głupie miny.
*OCZAMI JUSTINA*
Strasznie nudziło mi się w domu, więc postanowiłam spotkać się z Megan. Poszedłem pod jej dom i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył je jakiś chłopak, skądś go kojarzę ale nie wiem skąd.
- Jest Megan?
- Czy my się znamy?
- Nie obchodzi mnie to czy się znamy czy nie, ale obchodzi mnie Meg, więc możesz mi powiedzieć czy jest w tym cholernym domu?
- Może jest, a może jej nie ma... - wkurwił mnie tym aż do takiego stopnia że przepchałem się i poszedłem w stronę pokoju Megan. Wszedłem tam i zobaczyłem ją leżącą na łóżku a jej noga była w gipsie. Podszedłem do niej i kucnąłem przed nią.
- Meg co się stało?
- Nic takiego...
- Jak to nic takiego?? Leżysz w gipsie na łóżku i mówisz że wszystko jest ok?!!! - Zacząłem krzyczeć.
- Justin uspokój się!!- również podniosłą ton.
- Przepraszam ale martwię się.
- Nic się nie stało - złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się blado.
-Ykhmm - odezwał się ten chłopak.
- Ym. Przepraszam -powiedziała i puściła moją rękę.
- Aha no właśnie mogę wiedzieć co to jest za facet? - zapytałem.
- Nick to jest Justin mój kolega, Justin to jest Nick mój chłopak. - kiedy usłyszałem to ostatnie słowo myślałem że zaraz kogoś uduszę. Popatrzyłem się na niego i przypomniałem sobie kto to jest to jest ten koleś co zmienia dziewczyny jak skarpetki, bawi się ich uczuciami, wchodzi im do łóżka , a na drugi dzień go nie ma bo ma inną zabawkę. Wiem też że pracuje na plaży w budce. To nie jest odpowiedni chłopak dla niej.
- Meg czy ty wiesz co robisz? Wiesz cokolwiek o nim.
- Oczywiście że wiem o nim i to sporo rzeczy.
- Ale najwyraźniej nie wszystko.
- Jak to nie wszystko?
- Ten facet chce cię tylko przelecieć i cię żuci i będzie miał inną.
- Jak możesz tak mówić?
- Jak nie wierzysz sama się jego zapytaj. - Nagle koleś podszedł do mnie i dał mi z całej siły pięścią w twarz.
- Kurwa!! - powiedziałem i oddałem cios temu idiocie.
- Tylko później nie mów że nie ostrzegałem. Pa - odszedłem i wybiegłem z jej domu. Chciałem wyładować swoje złości i postanowiłem przebiec parę km.
__________________________________________________
Przepraszam was że tak długo nie dodaje rozdziałów ale nie mam weny do pisania.
Czytacie to wgl?
Dziękuję za 25000 wyświetleń ;*
sobota, 14 września 2013
INFORMACJA ;*
Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to piszcie mi na moim nowym TT - https://twitter.com/BELIEVEFOURBELI i dodajcie mnie do obserwowanych lub podawajcie swoje konta w komentarzach :D POZDRO ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)